środa, 21 sierpnia 2013

Hydraulik


Wprawiłam dzisiaj w szał radości administrację w swojej spółdzielni i pewnie policzą mi to przy podsumowaniu końcowym na plus. Jakiś czas temu zatkał mi się zlew w kuchni. Najpierw ambitnie usiłowałam go odetkać samodzielnie, hałasując przeraźliwie przetykaczem i olewając wrażliwe uszy sąsiadów. Kiedy to nie pomogło, nabyłam Kreta, czy innego Nurka i zastosowałam się do opisu na pojemnikach. Zatkało się na amen, więc przeprowadziłam telefoniczne konsultacje z Mężem, który o domowych naprawach wie wszystko. Polecił mi odkręcić kolanko i usunąć przyczynę zatkania. Poległam już przy wykonywaniu pierwszej części polecenia, albowiem kolanko się nie mnie wypięło i zlekceważyło moje wysiłki. Wkurzona maksymalnie, obraziłam się śmiertelnie na cholerny zlew i zaczęłam zmywać w wannie. Przeciw czemu szybko zaprotestował mój kręgosłup, a stękania, które dochodziły z łazienki, zbulwersowały moje Dziecko. Zostałam zmuszona do wezwania hydraulika, więc dziś złożyłam wizytę towarzyską w spółdzielni. Z anielskim wyrazem twarzy (co przychodzi mi bez trudu, bo charakter mam paskudny) wpłynęłam do pokoju administracji i zadysponowałam żałośnie: - Poproszę o jakiegoś miłosiernego hydraulika z łagodnym podejściem do klienta. Zainteresowanie wzbudziłam od razu. Trochę tych biurek tam stoi, a wszystkie oczy były wbite we mnie. Najpierw zapanowała głucha cisza, a potem pan kierownik bardzo łagodnie, tonem, jakim zwraca się lekarz do agresywnego szaleńca, zapytał: - A co się stało? Kiedy wyjaśniłam swoje problemy, oblicza wokół rozpromieniły się, a kierownik obiecał z szerokim uśmiechem, że hydraulik zaraz zostanie wysłany. Już za drzwiami usłyszałam chóralny rechot. W zasadzie nie mam pojęcia, co go spowodowało, ale ucieszyłam się, że mnie nie pogonili, bo w końcu zatkany zlew to nie dramat. Hydraulik faktycznie szybko się zjawił i podejrzewam, że zapamięta mnie jako sympatyczną klientkę, bo imponowało mi wszystko. Mnie to cholerne kolanko zlekceważyło, a on je odkręcił bez żadnych narzędzi. Łapami tylko! I mam satysfakcję, bo sama bym tego nie przepchała do końca świata. On musiał używać czegoś dziwnego, co wepchał do środka. Chwaliłam go z całych sił. Może dlatego uczciwie mi poradził, żebym omijała starannie wszelkie Krety i raz w miesiącu wlewała do odpływu wrzątek z czajnika. Ha, zawsze byłam zdania, że tępa i nieszczęśliwa kobietka dostanie w końcu to, na czym jej zależy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz