wtorek, 10 czerwca 2014

Nowe fikołki pana Pierdziołki



Książka przekazana przez wydawnictwo Zysk i S-ka

Źródła dobrze poinformowane donoszą, ze pan Pierdziołka po opuszczeniu rodzinnych stron wędrowal po świecie zajmując się biznesem. Między innymi sadził ryż w Paryżu, w Berlinie rzeźbił armaty w glinie, a obecnie prowadzi szkołę rymów i wierszyków w Meksyku.
Drugi zbiorek rymowanek spod znaku pana Pierdziołki zawiera nieco wierszyków, trochę wyliczanek, trochę przysłów oraz mix ilustracji Kasi Cerazy rozsypanych po stronach z iście dziecięcą fantazją. Podobnie jak pierwsza książeczka - bardzo różnorodnych stylistycznie i doskonale odpowiadających humorowi prezentowanemu w dziecięcym wierszowaniu. Mnie osobiście najbardziej podobała się ilustracja do "nie dłub w nosie boś nie prosię" oraz postaci świnek.
A same wierszyki? Cóż, wszyscy pamiętamy takie, które się znało ale w żadnym razie nie recytowało przy mamie. Są w zbiorku razem z całą masą wielce przydatnych wyliczanek, bo ile razy można odliczać to samo "ene-due-rabe".   Równie użyteczne okażą się  gromkie marszowe pieśni, np.  o oficerach i ptaszku, który narobił jednemu z nich na kołnierz. Od razu inaczej idzie się na wycieczkę, kiedy cała rodzina może sobie do taktu recytować.
Duża dawna absurdu i nieco rubasznego humoru na pewno świetnie oczyszcza głowę z nadmiaru trosk, niezależnie od tego, czy martwimy się nadchodzącym dyktandem czy przyszłością rynku obligacji państwowych.
Gdyby ktoś uważał, że to zbyt przyziemne, to może wznieść się na wyżyny teorii literatury i wytłumaczyć swojemu dziecku: co to jest tautologia na przykładzie poematu zaczynającego się od słów: W słonecznym cieniu na miękkim kamieniu stojąc siedziała młoda staruszka...

(POL)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz