Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

HANNA KOWALSKA-PAMIĘTA "Ewa i idealna opiekunka"

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. SKRZAT

Ewa ma 8 lat i dwa marzenia. Mieć w domu zwierzaka, co jest niemożliwe, ze zwględu na alergię taty i pozbyć się opiekunki, pani Asi. Niestety są to marzenia nieziszczalne. Pani Asia jest punktualna, perfekcyjna i dziewczynka jest zmuszona znosić jej towarzystwo. Nagle w życiu Ewy zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Tajemniczy kot na balkonie, dziwny chłopiec, niewidoma staruszka, podsłuchana przerażająca dla dziewczynki rozmowa w czytelni. Co z tego wyniknie? Nie zdradzę, bo to świetnie napisany kryminał dla starszych dzieci, wciągający i znakomicie skonstruowany. Właściwie nie tylko dla dzieci, bo przyznam, że ta książka mnie również wciągnęła. Dodatkowym atutem powieści jest pokazanie szkoły, rywalizacja wśród dzieci o władzę, prestiż. Znakomita lektura. Gorąco polecam. 

(G.S.)


wtorek, 16 grudnia 2014

Luis Sepulveda: "Historia Maksa, Miksa i Meks" *


KSIĄŻKA DOSTARCZONA PRZEZ WYDAWNICTWO NOIR SUR BLANC

Maks to młody człowiek. Miks jest kotem... jak się okazało w wyniku kulturoznawczych badań Maksa - kotem o greckim profilu. Naturalnie Kot ma wiele innych powodów do dumy, ale ten też jest całkiem niezły, dlatego Miks wyrósł na bardzo pięknego i dumnego kota. Włóczył się po dachach i przeżywał Kocie Przygody, kiedy Maks studiował... Jednak po kilku latach okazało się, że stracił wzrok i przygody musi zastąpić wspomnieniami... do momentu, gdy złapał (na słuch) małą meksykańską mysz. Mysz była hałaśliwa, gadatliwa, egzaltowana i trochę trudna do wytrzymania... ale potrzebowała przyjaźni i umiała ją odwzajemnić. I tak oto oboje odkryli, że kot Miks z myszką Meks to dużo więcej niż kot i mysz osobno.
To trochę dziwna opowieść. Raczej dla tych dzieci, które mają skłonność do refleksji i marzeń, do zadumy i powolnego podglądania świata. Ale także dla dorosłych. Czytelnik, który lubi takie klimaty, pozostanie pod jej urokiem. Powolna, leniwa opowieść o życiu w pustym mieszkaniu wciąga w delikatny i niespieszny proces budowania przyjaźni, poznawania swoich potrzeb i wspierania się nawzajem. Ciepła i delikatna...

Bardzo polecam

(POL)

sobota, 13 grudnia 2014

Marcin Pałasz - "Dasz radę, Marcelko!"


KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO BIS

Marcelka niezbyt pali się do pójścia do szkoły. Wciąż trwa jej rehabilitacja po wypadku samochodowym - wprawdzie jakiś czas temu zeszła z wózka i chodzi o jednej kuli a nie o dwóch... ale w szkole wyżywa się na niej Nikola - bardzo nieprzyjemna postać, która uwielbia znęcać się nad Marcelką z powodu jej kuli i prowokować takie sytuacje, żeby Marcelka wychodziła na winną. Do tego tata wyjechał na długi kontrakt do pracy, żeby spłacić koszty leczenia Marcelki, mama jest smutna i zmęczona... i właściwie nie ma kolegów.
Pewnego dnia ciocia przyniosła znalezionego szczeniaka, mama jednak nie zgodziła się na zatrzymanie go - miała dość pracy a nie wierzyła by Marcelka podołała obowiązkom. Marcelkę na dłuższy czas wprowadziło to w przygnębienie... jednak podczas sesji rehabilitacyjnej doktor uświadomił mamie, że codzienne zabawy z psem i dbanie o niego to dokładnie to, czego dziewczynce potrzeba najbardziej.
I tak w domu pojawiła się Rozrabiak. I wszystko się zmienia a Marcelka nieoczekiwanie odkrywa jaka jest silna...

Książki Marcina Pałasza adresowane do dzieci mają w sobie pewien rodzaj ciepła i humoru, który bardzo mocno przemawia do uczuć. A urocze ilustracje Katarzyny Sadowskiej jeszcze wzmacniają ten efekt. Blisko tej opowieści do świata Muminków, Czerwcowego Wzgórza i Bullerbyn, chociaż dzieje się gdzieś na polskim osiedlu, w zwyczajnej rodzinie i zwykłym mieście.
Ale kto powiedział, że o rzeczach zwyczajnych nie da się opowiedzieć czegoś zasługującego na niezwykłą uwagę?

(POL)





czwartek, 4 grudnia 2014

Marcin Pałasz "Elf i pierwsza gwiazdka" *



Książka dostarczona przez Wydawnictwo Skrzat

Co się dzieje, kiedy do rodzinnego domu przybywa po raz pierwszy Elf, tajemnicza kuzynka i dawno nie widziany wujek zdradzający objawy choroby? Do tego przybywa nieoczekiwany wigilijny gość (żeby nie zmarnowac nakrycia dla nieoczekiwanych gości).
Cóż... dzieje się dużo. Aż żal uprzedzać.
Opowieści Marcina Pałasza o Elfie dostarczają niezłej zabawy. osobiście zaelfiłem się odkąd przeczytałem pierwszą.
Wydawać by się mogło, że Pałasz stosuje od lat znaną receptę na historie dla dzieci: fajni bohaterowie, szybkie tempo akcji... a potem zwrot i tempo wzrasta.
Jednakże wszystkie recepty literackie są od dawna znane, sztuka polega na tym, by je zastosować w praktyce.
Kolejne książki o Elfie, Młodym i Dużym czyli psio-ludzkiej rodzinie trzech panów trzymają poziom a kiedy przeczyta się jedną - chce się następnej.
I tylko biednego recenzenta świerzbi klawiatura, bo chciałby coś zaspoilerować.
Ale psucie innym zabawy byłoby nieludzkie, więc wytrzymam.
Powiem tylko, że w tej książce zdarza się kilka wybuchowych niespodzianek i fajerwerki efektów specjalnych.
Bardzo specjalnych - jak specjały kuchni skandynawskiej.

(POL)

niedziela, 19 października 2014

LODOWY SMOK - George R.R. Martin w wersji dla dzieci


Lodowy smokKSIĄŻKA DOSTARCZONA PRZEZ WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA

Dorośli miłośnicy smoków i twórczości George'a R.R. Martina mają wreszcie okazję zarazić swoją pasją następne pokolenie - "Lodowy smok" to pierwsza opowieść tego autora przeznaczona dla dzieci. Nie jestem do końca pewien, dla jakiego wieku, ale ludzie smoki lubią albo nie i niewiele ma to wspólnego z wiekiem, więc w zasadzie każdy musi sam sprawdzić, czy ta historia mu odpowiada. To opowieść o małej dziewczynce, uczuciach i niezwykłej przygodzie z niezwykłym smokiem. Warto dodać, że w świecie kilkuletniej Adary smoki są czymś raczej pospolitym - służą jako latające wierzchowce dla armii, nawet stryj Adary służy jako smoczy kawalerzysta. Niezwykły smok zaś to mityczny Lodowy Smok, niosący mróz i śmierć z zimna. Adara bardzo chciała go spotkać i udało jej się spełnić to marzenie... a potem wydarzyło się wiele rzeczy.

George Martin wykreował mniej więcej typowy świat fantasy ze wszystkimi tradycyjnymi elementami, ale to, co wyróżnia jego historie, to podejście do bohaterów. "Lodowy Smok" skupia się na trudnej dla małego dziecka sytuacji rodzinnej, relacjach z ojcem i rodzinie. To bardziej opowieść o dzieciach niż dla dzieci. Ale z drugiej strony... dobrze napisana, zbliżona trochę do niektórych baśni Andersena. A przy tym starannie wydana i wzbogacona realistycznymi ilustracjami Yvonne Gilbert. W sumie całość warta polecenia, bo spodoba się albo dzieciom albo przynajmniej rodzicom.

Lodowy smok

wtorek, 10 czerwca 2014

Nowe fikołki pana Pierdziołki



Książka przekazana przez wydawnictwo Zysk i S-ka

Źródła dobrze poinformowane donoszą, ze pan Pierdziołka po opuszczeniu rodzinnych stron wędrowal po świecie zajmując się biznesem. Między innymi sadził ryż w Paryżu, w Berlinie rzeźbił armaty w glinie, a obecnie prowadzi szkołę rymów i wierszyków w Meksyku.
Drugi zbiorek rymowanek spod znaku pana Pierdziołki zawiera nieco wierszyków, trochę wyliczanek, trochę przysłów oraz mix ilustracji Kasi Cerazy rozsypanych po stronach z iście dziecięcą fantazją. Podobnie jak pierwsza książeczka - bardzo różnorodnych stylistycznie i doskonale odpowiadających humorowi prezentowanemu w dziecięcym wierszowaniu. Mnie osobiście najbardziej podobała się ilustracja do "nie dłub w nosie boś nie prosię" oraz postaci świnek.
A same wierszyki? Cóż, wszyscy pamiętamy takie, które się znało ale w żadnym razie nie recytowało przy mamie. Są w zbiorku razem z całą masą wielce przydatnych wyliczanek, bo ile razy można odliczać to samo "ene-due-rabe".   Równie użyteczne okażą się  gromkie marszowe pieśni, np.  o oficerach i ptaszku, który narobił jednemu z nich na kołnierz. Od razu inaczej idzie się na wycieczkę, kiedy cała rodzina może sobie do taktu recytować.
Duża dawna absurdu i nieco rubasznego humoru na pewno świetnie oczyszcza głowę z nadmiaru trosk, niezależnie od tego, czy martwimy się nadchodzącym dyktandem czy przyszłością rynku obligacji państwowych.
Gdyby ktoś uważał, że to zbyt przyziemne, to może wznieść się na wyżyny teorii literatury i wytłumaczyć swojemu dziecku: co to jest tautologia na przykładzie poematu zaczynającego się od słów: W słonecznym cieniu na miękkim kamieniu stojąc siedziała młoda staruszka...

(POL)

czwartek, 5 czerwca 2014

Sny i tobołki pana Pierdziołki


  

Książka przekazana przez wydawnictwo Zysk i S-ka.
Wygląda na to, że po upadku ze stołka pan Pierdziołka odniósł jakieś poważniejsze obrażenia, ponieważ nabył słonia, po czym zostawił go małżonce i poszedł zwiedzać chmury. Zdenerwowana małżonka zmusiła go do emigracji o czym donosi kolejny wierszyk w zbiorku rymowanek i śpiewanek, który od poprzedniego nieco się różni.
Pierwsza różnica, jaka zauważyłem, to pewna zmiana w ilustracjach. Kasia Cerazy odeszła od poetyki brudnopisu. Także i rysunki straciły trochę drapieżności, za to wyraźnie powiększyły powierzchnię.  "Sny i tobołki" prawie w całości wypełniają całostronicowe ilustracje, w których teksty wierszyków stanowią jeszcze jeden element kompozycji. Nie znaczy to, że obrazkom ubyło wdzięku - przeciwnie, nadal są bardzo ekspresyjne, do tego utrzymane w ogromnej rozmaitości nastrojów - od słodkich piesków z piosenki "Pieski małe dwa" do demonicznej małżonki wałkującej krasnoludka.
Same wierszyki dobrano nieco inaczej - więcej mamy podśpiewanek dłuższych i grzeczniejszych... ale niegrzecznych też się trochę znalazło. Podobały mi się też wyliczanki, wśród których było trochę bardzo starych i żydowskich... Niektóre z nich znam od dziadka: czasami zabawiał nas opowiastkami o Żydach i cytował różne wierszowanki. Wielu innych nie słyszałem. Ale czy to przeszkadza? Przecież zawsze można ułożyć swoje własne.
W sumie ta książka też się bardzo udała i wydawcy i ilustratorce.

(POL)

niedziela, 1 czerwca 2014

Pan Pierdziołka spadł ze stołka - znacie, to przeczytajcie

Książka przekazana przez wydawnictwo Zysk i S-ka.

Tańcowały dwa Michały ale przyszedł kotek, wypił mleczko, ogonkiem stłukł jajeczko, wlazł na płotek i mruga a cała figura podobna do szczura.
Bez sensu? No pewnie. A czy wszystko musi mieć sens?
"Pan Pierdziołka spadł ze stołka" to dziwna książka. Właściwie nie ma autora, bo zawiera wybór powszechnie znanych rymowanek, o których nikt nie może powiedzieć na pewno, że to on je wymyślił... a niektóre mają po sto lat.
Ma za to ekspresyjne, bazgrołowate i pełne wyrazu ilustracje Kasi Cerazy. Na kartkach pokreślonych niczym zeszyt pierwszoklasisty mnożą się nieco chaotycznie postaci jakby z dziecinnego bloku dla kalsy pierszej. Starannie dopracowane i wystylizowane z niemałą wasztatową biegłością i dbałością o szczegół. Mamy tu więc złośnika z szyszkami na nosie (zgodnie z tekstem) i koszulką w pioruny (czego tekst już nie obejmuje, ale jaki inny wzór jest właściwy dla choleryków?), mamy babcię z dziadem pod zielonym sadem i zająca na wierzchołku kołka oraz całą menażerię w stylu, jaki doceniliby klasycy polskiej szkoły ilustracji.
Wszystko wyszczerzone, pokraczne i z całą pewnością nie słodkie.
Ale kto powiedział, że świat dziecka jest słodki?  Od karmienia samym cukrem wyrastają jednostki chore. A i w normalnych wyliczankach dziecięcych na próżno szukać sensu czy porządku.
W zalewie powszechnej różowości i słodyczy dla dzieci "Pierdziołki" mogą dziwić - ale właściwie nie powinny. Pure-nonsens, swobodna zabawa brzmieniem języka, śpiewanki i rymowanki tworzą  podstawowy kanon gier słownych przydatnych w kształceniu umiejętności komunikacyjnych - to po prostu niezbędny etap rozwoju zdolności malucha. Ja sam bawiłem się nimi w dzieciństwie a wiele moich zabawek znalazłem w zbiorku "Pan Pierdziołka spadl ze stołka" i trochę się wzruszyłem.
Ta książka jest ciekawa graficznie, nieco niegrzeczna i pełna wyrazu. Jako całość pasuje do tradycji wychowawczej, w której szanuje się dziecko jako człowieka o własnych potrzebach, rozwijającego się na miarę własnych potrzeb: tradycję pedagogiki Korczaka, stu bajek Brzechwy i Tuwima z jego świszczącą lokomotywą ciągnącą ze czterdzieści wagonów z fortepianami, grubasami i kiełbasami dobieranymi dla rymu.
Rzecz w tym, że dzieci żywiołowe, ciekawskie i inteligentne wciąż sprawdzają, gdzie leżą rozmaite granice. Aby przestały to robić, trzeba je stłamsić i wcisnąć w sztywne ramy wyuczonej bierności i zakazów na wszelki wypadek.
Chcemy mieć dzieci o zdrowych umysłach? Nie karmmy ich myśli samymi cukierkowymi odżywkami.
Niegrzeczne rymowanki i obrazki świetnie nam w tym pomogą.
A teraz idę na spacer na cmentarz. Podobno siedzi tam baba i trzyma nogi w kałamarzu. To trzeba zobaczyć...

(PO)

piątek, 30 maja 2014

Książka mojego dzieciństwa - Piotr Olszówka


Kiedy mam powiedzieć coś o książkach mojego dzieciństwa to cierpię okrutnie. Którą wybrać? Czytać uczyłem się na "Potopie". Uwielbiałem "Robinsona" na zmianę z "Muminkami". Ale moje samodzielne czytanie już nie było takie dziecinne, jak trzeba i wszystkie przeczytane o własnych siłach zaliczam do innego etapu życia.

Tak naprawdę to miałem dwie najważniejsze książki dzieciństwa, obie na zawsze zostawiły mi ślad wypalony w mózgu jak cienie z Hiroshimy. Napisał je Jan Brzechwa, to "Sto Bajek" i "Brzechwa - dzieciom".
Obie kilka lat temu wznowione w tej samej szacie.

 "Sto bajek" czytali mi zazwyczaj wszyscy dorośli, którzy chcieli mieć ze mną na chwilę spokój - bo po kilku wierszach zajmowałem się starannym oglądaniem ilustracji i wyobrażaniem sobie odpowiedzi na rozmaite trudne pytania, takie jak: co to jest taradejka, na której Babulej z Babulejką pojechali na Łysą Górę, ewentualnie: jak właściwie wygląda sójka i dlaczego nie może wybrać się za morze.

Osobną sprawą był zbiorek "Brzechwa dzieciom" ilustrowany przez Marcina Szancera, pierwszego ilustratora jakiego rozpoznawałem po stylu. Otóż w tym zbiorze były dłuższe utwory. "Opowiedział dzięcioł sowie", "Pali się" czyli pierwszy utwór heroikomiczny jaki w  życiu poznałem, cała seria zoologiczna, bez której nie można było iść do ZOO oraz najważniejsze: "Szelmostwa lisa Witalisa"... ukochany i najdłuższy poemat, którego zawsze chciałem słuchać i rzadko mogłem się doprosić, ponieważ był taki długi... Właściwie to "Witalisa" słuchałem tylko wtedy, kiedy byłem chory i rodzice chcieli mi jakoś osłodzić niedolę. Był to jeden z powodów, dla których żałowałem, że nigdy nie opanowałem sztuki chorowania na zamówienie... za to nauczyłem się na pamięć bardzo długich kawałków tej książki, wyczułem trzynastozgłoskowiec na wiele lat przed spotkaniem z dziełami Mickiewicza i wytrenowałem sobie pamięć.
Do dzisiaj z tego korzystam.

(POL)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

MONIKA MADEJEK "ZESZYT Z ANIOŁAMI"


Pozornie książka dla dzieci, taki nasz rodzimy Mikołajek. Kajtek, dziesięciolatek opisuje kilka miesięcy z życia swojej rodziny. Bardzo ciekawe jest pokazanie przez autorkę postrzeganie świata przez małego chłopca. Świetnie napisana, przepełniona humorem powieść. Jednak to co w niej jest najistotniejsze, to zmuszenie czytelnika do refleksji nad przeżywanymi dniami. Bo one nie są takie same, jak często nam się wydaje. W każdym dniu coś ważnego się dzieje, coś co ma wpływ na dalszy bieg wydarzeń i jeszcze coś chyba najważniejszego. Ta powieść pozwala nam przypomnieć każdemu z nas i odkryć na nowo w sobie dziecko, tę ciekawość świata, otwartość, empatię. Cudowna lektura. Gorąco polecam wszystkim. Dzieci znajdą tu zabawne przygody, a dorośli dużo więcej. Gorąco namawiam. Przeczytajcie.

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO ZYSK i S-ka