piątek, 30 sierpnia 2013

JAN GRZEGORCZYK "Chaszcze"


Trudno nazwać to, co sprawia, że po książki tego autora sięgam z taką przyjemnością. Czy to dlatego, że zmuszają do myślenia o własnych przeżyciach i ich miejscu w czasie i przestrzeni? A może z tego powodu, że jakieś pojedyncze zdania wyłowione z książki zapadają w pamięć i wypływają znienacka na powierzchnię w kolejnym dniu? Cała historia jest tylko o tyle skomplikowana, o ile skomplikowane jest każde życie ludzkie. Stary kawaler, Stanisław Madej, po śmierci matki decyduje się na zmiany. Porzuca pracę w wydawnictwie i zaszywa się w starym domu w Rojnie w Puszczy Noteckiej. Zachwyt nad nowym życiem przygasa, kiedy znajduje w lesie wisielca i postanawia zabawić się w detektywa. To w zasadzie nie jest kryminał. Chyba, że te chaszcze, w które oplątane jest życie każdego z nas, tak potraktujemy. Bo każdy ma coś do ukrycia i każdy zbłądził przynajmniej raz. I wszyscy mamy w sobie coś z Judasza. Zdrajcy lub bohatera - to już zależy od naszego spojrzenia. Różnorodność postaci, wielowątkowość, która jednak zlewa się w jeden nurt i to, co najbardziej cenię u Grzegorczyka - zezwolenie czytelnikowi na samodzielne myślenie (bez napuszczania go na autorskie mądrości) - to już wystarczy, żeby powieść mi się spodobała. Jednakowoż dostałam w bonusie więcej. Po przeczytaniu zostałam z pytaniami, na które teraz szukam odpowiedzi i świadomością, że kiedy po raz kolejny wrócę do tej lektury, odnajdę w niej coś nowego, bo już będę w innym miejscu swojej drogi. A to ten rodzaj powieści, który będzie wędrował razem ze mną.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza