KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. PRÓSZYŃSKI i S-ka.
Natale Sucharskie powracają w wielkim stylu. Najstarsza z sióstr ma partnera i malutką Tosię. Bliźniaki mają już po dziesięć lat, Anna zachodzi w ciążę, Nata wydała dwie książki. Siostry jak zwykle komplikują sobie życie i postanawiają uciec na urlop do Międzyzdrojów. Słońca, plaża, wypoczynek. Niestety plany mają to do siebie, że prawie nigdy nie można ich wprowadzić w życie. Najpierw mają problemy z wynajęciem kwater, potem w kurorcie dochodzi do morderstwa. Dwie najmłodsze siostry rozpoczynają własne śledztwo. Świetnie napisany kryminał z ogromną dawką humoru. Wpisy Naty na blogu to perełki. Przy emerytach wybuchy śmiechu zapewnione. Bardzo dobrze skonstruowana akcja, znakomite dialogi. Lekka, zabawna i wciągajaca powieść, w której widać profesjonalizm i świetne pióro autorki. Polecam, warto spotkać Natalie, oderwać się od codziennych problemów i poprawić sobie humor. Gwiazdka za blogowe wpisy Naty.
(G.S.)
Książka zamiast Kwiatka jest stroną promującą polską literaturę, na której zamieszczane są informacje o książkach, recenzje, wywiady z autorami, informacje o nich, zdjęcia.
Strony
- Aktualności
- Kontakt
- O Kawiarence
- KZK na Facebooku
- Opowieści z Kraśnika
- Kawa z Iwoną
- Wywiady
- Konkursy
- Zwierzaki
- Pięć Pytań Do Pisarza
- Czat z Autorami
- Z opowieściami pod górkę
- Osiem zdań...
- Wydawcy
- Pisarze gotują
- Patronaty
- Ranking redaktorów - najlepsze książki miesiąca
- Czytane Kotem. I nie tylko...
- Księgarenka
- Czas relaksu, relaksu...
- Recenzje
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 lutego 2015
poniedziałek, 16 lutego 2015
AŁBENA GRABOWSKA: "STULECIE WINNYCH" T. II **

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. ZWIERCIADŁO
Ci, którzy już poznali rodzinę Winnych i mieszkańców Brwinowa, z pewnością chętnie sięgną po tę książkę. Pozostałych zachęcam do przeczytania obu tomów. Część pierwsza kończy się wybuchem II wojny światowej. Akcja II tomu rozpoczyna się w 1942 roku. Czytelnik ma możliwość prześledzić losy bliźniaczek Mani i Ani, ich rodziny i krewnych. Wojna nie oszczędza Winnych. Jedni walczą i giną na obcej ziemi. Są i tacy, którzy sprzymierzą się z okupantem. I tacy, którzy chcą tylko przetrwać. Nie interesuje ich polityka; walczą o wolność. Nie mają pojęcia, że do dawnego świata nie ma już powrotu, a to, co przyniesie im koniec wojny, będzie jedynie karykaturą wolności. Autorka nie pominęła niczego, co ważne w naszej najnowszej historii. Wątki fikcyjne pięknie splotła z faktami i postaciami realnymi. Znajdziecie w książce wojenną atmosferę iwaszkiewiczowskich Stawisk i słynne "Dziady" Dejmka. Jedną z najpiękniejszych postaci tego tomu (zresztą, podobnie, jak pierwszego) jest dla mnie Bronia - kobieta, która bez względu na czas i okoliczności potrafiła scalić całą rodzinę. Te dwie gwiazdki dałam za tematykę, świetnie nakreślonych bohaterów (prawdziwych, nie papierowych) i za to, że poprzez tę jedną rodzinę autorka pokazała polską rzeczywistość tamtych czasów. Polecam Wam tę lekturę serdecznie.
(M.J.Kursa)
czwartek, 12 lutego 2015
ANNA JANKO "Mała zagłada" ***
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. LITERACKIE.
1 czerwca 1943 r. Wieś Sochy na Zamojszczyźnie. Mieszkańcy budzą się do codziennych zajęć. Jeszcze nie przeczuwają, a może, że to data ich śmierci. Niemcy pacyfikują wieś. Zabijają ludzi, w tym dzieci, palą domy. Renia, matka autorki ucieka, udaje jej się przeżyć. Na jej oczach zostają zabici rodzice. Dziewczynka i jej rodzeństwo zostają sierotami. Książka jest napisana częściowo w formie reportażu, częściowo jako rozmowa córki z matką. Bo dorosła, a potem już starsza Renia nigdy nie zapomniała. Gdzieś umknęły szczegóły, ale pozostał strach, nieuleczalny, dezintegrujący życie. Ten lęk, trauma zostały przekazane córce. Obie kobiety muszą się z tym zmierzyć, choć wiedzą, że to jest niemożliwe. Przeszłości nie da się uleczyć. To niesamowita książka, poza dokładnymi, wstrząsającymi obrazami masowego mordu, podejmuje temat wielu wojen. Nienawiść, cierpienie, unicestwianie w imię jakiś wyższych celów. Anna Janko pisze przez pryzmat siebie, bo ona, chociaż urodzona wiele lat po tym koszmarze, nosi go w sobie. Poprzez powrót do tamtych miejsc ma nadzieję na uspokojenie, oswojenie zbrodni sprzed lat. Autorka ma niesamowity dar trafiania do odbiorcy, dzięki naturalności, czasem brutalnej szczerości. Ta książka na długo pozostanie w pamięci każdego czytelnika. Oczywiście trzy gwiazdki.
(G.S.)
1 czerwca 1943 r. Wieś Sochy na Zamojszczyźnie. Mieszkańcy budzą się do codziennych zajęć. Jeszcze nie przeczuwają, a może, że to data ich śmierci. Niemcy pacyfikują wieś. Zabijają ludzi, w tym dzieci, palą domy. Renia, matka autorki ucieka, udaje jej się przeżyć. Na jej oczach zostają zabici rodzice. Dziewczynka i jej rodzeństwo zostają sierotami. Książka jest napisana częściowo w formie reportażu, częściowo jako rozmowa córki z matką. Bo dorosła, a potem już starsza Renia nigdy nie zapomniała. Gdzieś umknęły szczegóły, ale pozostał strach, nieuleczalny, dezintegrujący życie. Ten lęk, trauma zostały przekazane córce. Obie kobiety muszą się z tym zmierzyć, choć wiedzą, że to jest niemożliwe. Przeszłości nie da się uleczyć. To niesamowita książka, poza dokładnymi, wstrząsającymi obrazami masowego mordu, podejmuje temat wielu wojen. Nienawiść, cierpienie, unicestwianie w imię jakiś wyższych celów. Anna Janko pisze przez pryzmat siebie, bo ona, chociaż urodzona wiele lat po tym koszmarze, nosi go w sobie. Poprzez powrót do tamtych miejsc ma nadzieję na uspokojenie, oswojenie zbrodni sprzed lat. Autorka ma niesamowity dar trafiania do odbiorcy, dzięki naturalności, czasem brutalnej szczerości. Ta książka na długo pozostanie w pamięci każdego czytelnika. Oczywiście trzy gwiazdki.
(G.S.)
sobota, 10 stycznia 2015
IZABELA ŻUKOWSKA: "SKAZY" *
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. PRÓSZYŃSKI I S-KA
Kiedy sięgam po książkę Izabeli Żukowskiej, wiem od razu, że zostanę zabrana do Gdańska. Czasem tego sprzed wojny, czasem tego współczesnego. Tu spotykają się obydwa, a na chwilę zaglądamy i do XVIII wieku, kiedy to ród Hollenbachów osiąga wysoką pozycję w mieście (w jaki sposób, tego nie zdradzę). Książka opowiada o kupieckiej familii Hollenbachów mieszkających w Dancig, a potem w Wolnym Mieście Gdańsk, ale autorka skupia się na wątku Nenny i Hetty, sióstr-bliźniaczek i prowadzi go przez lata wojny aż do współczesności. Dwie siostry, dwa wybory, dwa różne losy - bardzo gorzka to opowieść, ale bardzo prawdziwa. Zderzenie pojedynczego człowieka z kataklizmem dziejowym zawsze zostawia bolesne ślady. Nie unikną tego i Hollenbachowie, a zapłaci za ich wybory kolejne pokolenie. To nie jest łatwa lektura. Autorka przeskakuje z XX-lecia międzywojennego do współczesności; czytelnik musi uważnie śledzić akcję. Ale, wierzcie mi, warto. Po przeczytaniu dotarło do mnie, że - czasem bardziej niż do narodu - człowiek przynależy do miejsca. I takim właśnie ludziom Historia czyni największą krzywdę. Polecam tę lekturę Waszej uwadze, a gwiazdkę daję za prawdę historyczną.
(M.J.Kursa)
Kiedy sięgam po książkę Izabeli Żukowskiej, wiem od razu, że zostanę zabrana do Gdańska. Czasem tego sprzed wojny, czasem tego współczesnego. Tu spotykają się obydwa, a na chwilę zaglądamy i do XVIII wieku, kiedy to ród Hollenbachów osiąga wysoką pozycję w mieście (w jaki sposób, tego nie zdradzę). Książka opowiada o kupieckiej familii Hollenbachów mieszkających w Dancig, a potem w Wolnym Mieście Gdańsk, ale autorka skupia się na wątku Nenny i Hetty, sióstr-bliźniaczek i prowadzi go przez lata wojny aż do współczesności. Dwie siostry, dwa wybory, dwa różne losy - bardzo gorzka to opowieść, ale bardzo prawdziwa. Zderzenie pojedynczego człowieka z kataklizmem dziejowym zawsze zostawia bolesne ślady. Nie unikną tego i Hollenbachowie, a zapłaci za ich wybory kolejne pokolenie. To nie jest łatwa lektura. Autorka przeskakuje z XX-lecia międzywojennego do współczesności; czytelnik musi uważnie śledzić akcję. Ale, wierzcie mi, warto. Po przeczytaniu dotarło do mnie, że - czasem bardziej niż do narodu - człowiek przynależy do miejsca. I takim właśnie ludziom Historia czyni największą krzywdę. Polecam tę lekturę Waszej uwadze, a gwiazdkę daję za prawdę historyczną.
(M.J.Kursa)
poniedziałek, 5 stycznia 2015
ANNA FRYCZKOWSKA „KURORT AMNEZJA”
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO PRÓSZYŃSKI I S-KA.
Co dzieje się z psychiką człowieka po traumatycznym przeżyciu, po doznanej tragedii? Jakie konsekwencje może przynieść doznana krzywda? W jaki sposób śmierć naznacza żyjących?
Na te pytania próbuje znaleźć odpowiedź autorka tej powieści. Obyczajowej? Kryminalnej? Psychologicznej?... Znajdziemy tu elementy każdego z tych gatunków. Wszystkie wątki jednak prowadzą do sprawy najważniejszej: analizy myślenia i zachowania osób naznaczonych nieszczęściem.
Dwie kobiety:Wanda ma prawie czterdzieści lat, straciła w wypadku samochodowym męża. Posypało się jej całe życie. Jednak to nie wszystko, z czym nieszczęśliwa kobieta musi się zmierzyć. Już po tragedii dowiaduje się, że ukochany mąż ją zdradzał, a młodziutka kochanka feralnego dnia jechała razem z nim. I przeżyła…Marianna, studentka prawa, ma dwadzieścia trzy lata, w wypadku straciła pamięć. O tym, że cierpi na amnezję, wie tylko jej oficjalny narzeczony – Marek – warszawski adwokat. Narzeczony wywozi dziewczynę na małej nadmorskiej miejscowości i umieszcza w pensjonacie swoich ciotek jako pomoc kuchenną.Wanda jedzie tam za nią. Choć sezon jest zimowy, wynajmuje pokój w pewnej willi naprzeciwko pensjonatu, w którym pracuje Marianna. W nim także jest niewielu gości, może dlatego dziewczyna jakoś sobie radzi. Marek odwiedza ją w weekendy, pomagając w rekonwalescencji. Lecz czy na pewno zależy mu na tym, by narzeczona odzyskała pamięć?...I czego tak naprawdę chce Wanda?Informacji?Sprawiedliwości?Zemsty?W tej książce wszystko jest ponure, szare i brzydkie: miasteczko, domy, pomieszczenia, ludzie. Szczególnie ludzie. Groteskowi, karykaturalni, wredni, głupi, fałszywi, małostkowi lub po prostu źli. Nawet główne bohaterki nie budzą sympatii. Jedna, oszalała z nienawiści, skupiona na procesie umierania, „pociesza się” oglądając makabryczne filmy: odcięte głowy i inne części ciała, skąpane we krwi. I sama się okalecza, rani – dosłownie i w przenośni. Druga – z pozoru bezwolne i pokorne cielę – lubi zabijać i patroszyć ryby, bo czuje, że „ma wtedy moc. Była ryba, jest filet”.Trudno się z nimi utożsamić, łatwo jednak utożsamić się z ich nieszczęściem. W końcu w każdej chwili sami możemy zostać nim dotknięci. Wszyscy. A czy można postrzegać świat inaczej, dostrzegać w nim piękno czy harmonię, gdy nie ma się już po co żyć? Lub gdy życie stało się obciążeniem, niosącym tylko i wyłącznie ból?Pierwsza z kobiet wolałaby nie pamiętać. Druga próbuje swoją pamięć odzyskać. Lecz czy na pewno? Co takiego kryje się w jej niepamięci? Czy to, co sobie ewentualnie zdoła przypomnieć, pomoże jej lub komukolwiek? W czymkolwiek?Czy przed tragicznym wydarzeniem bohaterki były inne? Lepsze? Gorsze?Wkrótce losy obu kobiet dramatycznie i w sposób bezpośredni się połączą. Czy wyniknie z tego coś dobrego, czy na odwrót, przekonajmy się już sami. O ile starczy nam odwagi, by zmierzyć się z tematem. Sama autorka w krótkim „posłowiu” odpowiada na pytanie, dlaczego napisała tę książkę: żeby się uporać ze śmiercią.Lecz czy dla nas – śmiertelników – jest to w ogóle możliwe?Powieść jest trudna emocjonalnie, bardzo też emocjonalnie napisana. Nie będzie to miła lektura do poduszki, choć wątek kryminalny w tle – raczej klasyczny – pomaga utrzymać książkę w równowadze.Warto przeczytać.
(Anna Klejzerowicz)
Co dzieje się z psychiką człowieka po traumatycznym przeżyciu, po doznanej tragedii? Jakie konsekwencje może przynieść doznana krzywda? W jaki sposób śmierć naznacza żyjących?
Na te pytania próbuje znaleźć odpowiedź autorka tej powieści. Obyczajowej? Kryminalnej? Psychologicznej?... Znajdziemy tu elementy każdego z tych gatunków. Wszystkie wątki jednak prowadzą do sprawy najważniejszej: analizy myślenia i zachowania osób naznaczonych nieszczęściem.
Dwie kobiety:Wanda ma prawie czterdzieści lat, straciła w wypadku samochodowym męża. Posypało się jej całe życie. Jednak to nie wszystko, z czym nieszczęśliwa kobieta musi się zmierzyć. Już po tragedii dowiaduje się, że ukochany mąż ją zdradzał, a młodziutka kochanka feralnego dnia jechała razem z nim. I przeżyła…Marianna, studentka prawa, ma dwadzieścia trzy lata, w wypadku straciła pamięć. O tym, że cierpi na amnezję, wie tylko jej oficjalny narzeczony – Marek – warszawski adwokat. Narzeczony wywozi dziewczynę na małej nadmorskiej miejscowości i umieszcza w pensjonacie swoich ciotek jako pomoc kuchenną.Wanda jedzie tam za nią. Choć sezon jest zimowy, wynajmuje pokój w pewnej willi naprzeciwko pensjonatu, w którym pracuje Marianna. W nim także jest niewielu gości, może dlatego dziewczyna jakoś sobie radzi. Marek odwiedza ją w weekendy, pomagając w rekonwalescencji. Lecz czy na pewno zależy mu na tym, by narzeczona odzyskała pamięć?...I czego tak naprawdę chce Wanda?Informacji?Sprawiedliwości?Zemsty?W tej książce wszystko jest ponure, szare i brzydkie: miasteczko, domy, pomieszczenia, ludzie. Szczególnie ludzie. Groteskowi, karykaturalni, wredni, głupi, fałszywi, małostkowi lub po prostu źli. Nawet główne bohaterki nie budzą sympatii. Jedna, oszalała z nienawiści, skupiona na procesie umierania, „pociesza się” oglądając makabryczne filmy: odcięte głowy i inne części ciała, skąpane we krwi. I sama się okalecza, rani – dosłownie i w przenośni. Druga – z pozoru bezwolne i pokorne cielę – lubi zabijać i patroszyć ryby, bo czuje, że „ma wtedy moc. Była ryba, jest filet”.Trudno się z nimi utożsamić, łatwo jednak utożsamić się z ich nieszczęściem. W końcu w każdej chwili sami możemy zostać nim dotknięci. Wszyscy. A czy można postrzegać świat inaczej, dostrzegać w nim piękno czy harmonię, gdy nie ma się już po co żyć? Lub gdy życie stało się obciążeniem, niosącym tylko i wyłącznie ból?Pierwsza z kobiet wolałaby nie pamiętać. Druga próbuje swoją pamięć odzyskać. Lecz czy na pewno? Co takiego kryje się w jej niepamięci? Czy to, co sobie ewentualnie zdoła przypomnieć, pomoże jej lub komukolwiek? W czymkolwiek?Czy przed tragicznym wydarzeniem bohaterki były inne? Lepsze? Gorsze?Wkrótce losy obu kobiet dramatycznie i w sposób bezpośredni się połączą. Czy wyniknie z tego coś dobrego, czy na odwrót, przekonajmy się już sami. O ile starczy nam odwagi, by zmierzyć się z tematem. Sama autorka w krótkim „posłowiu” odpowiada na pytanie, dlaczego napisała tę książkę: żeby się uporać ze śmiercią.Lecz czy dla nas – śmiertelników – jest to w ogóle możliwe?Powieść jest trudna emocjonalnie, bardzo też emocjonalnie napisana. Nie będzie to miła lektura do poduszki, choć wątek kryminalny w tle – raczej klasyczny – pomaga utrzymać książkę w równowadze.Warto przeczytać.
(Anna Klejzerowicz)
niedziela, 21 grudnia 2014
MAREK ŁAWRYNOWICZ: "PATRIOTÓW 41" ***

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. ZYSK I S-KA
W latach trzydziestych w Miedzeszynie przy ulicy Patriotów pod numerem 41 grupka starszych ludzi pochodzenia żydowskiego wybudowała dla siebie dwupiętrowy murowany dom. Był nietypowy, bo większość tamtejszej zabudowy stanowiły drewniaki zamieszkiwane przez letników. W czasie wojny dom znalazł się na terenie getta, potem zajęli go kolejni mieszkańcy. I to o nich opowiada autor. Kogóż wśród nich nie ma. Poznacie samotną Mamcię, która po raz ostatni widziała swego jedynego syna po upadku powstania, małżeństwo Witków, Grzegorków, kawalera Gębarowskiego, Przastków, Daniluków, panią Julię z córką, Kosiakową i Matyskową z synami. Niby nic się nie dzieje, a przecież życie sąsiedzkie kwitnie. Mieszkańcy tego domu to przekrój ówczesnego społeczeństwa, z poplątanymi przez wojnę losami, bez wielkich marzeń i nadziei, usiłujący po prostu jakoś zakorzenić się w rzeczywistości, w której przyszło im żyć. Ale jak to jest napisane! Groteska przeplata się z inteligentną kpiną, złośliwością chwilami, komizm z przeraźliwym realizmem - to lustro, w którym odbija się cała upiorność czasów gomułkowskich, a mimo wszystko patrzy się na bohaterów Ławrynowicza przeważnie z sympatią. Książka składa się z krótkich rozdziałów, ale już Prolog mnie podbił: "Jak widać, wiele może być różnych patriotyzmów, ale naszej ulicy to nie przeszkadzało, ponieważ jej nazwa odnosiła się do wszystkich patriotów. I to mi się zawsze w tej nazwie najbardziej podobało." (str. 8) W dobie, gdy słowo "patriotyzm" jest na ustach większości polityków, ta lektura powinna być obowiązkowa, ponieważ przywraca owemu pojęciu właściwe proporcje.
Polecam serdecznie. Nie przegapcie tej książki.
(M.J.Kursa)
piątek, 19 grudnia 2014
Monika Feth „Malarz młodych dziewcząt”

Książka przekazana przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Ruben to utalentowany malarz, który szybciej niż wielu innych osiągnął sukces. Jest młody, zdolny i skoncentrowany na zaspokajaniu własnych pragnień. Ruben ma siostrę, którą kocha bardziej niż jakąkolwiek inną kobietę.
Jette ma za sobą traumatyczne przejścia, o których wolałaby zapomnieć. Razem z Merle mieszkają w małym domku i szukają współlokatora, który zajmie od dawna pusty pokój.
Mike, stoi zawsze przy boku Ilki, wierny i cierpliwy, czeka, kiedy Ilka obdarzy go zaufaniem.
Ilka wciąż ucieka - tylko ona wie przed czym lub przed kim.
Splątane losy bohaterów trudno objaśnić na skróty, tym bardziej, że ich poznawanie to istotna część akcji, gry jaka autorka prowadzi z lękami i uczuciami samego czytelnika. Sama powieść wydaje się jakby złożona z dwóch części, biegnących osobnym tempem. Może to się wydawać dziwne lub nietypowe dla gatunku ale kryje się za tym pewien zamysł, podobnie jak za rozbiciem narracji na kilka punktów widzenia - dzięki temu czytelnik ma możliwość zmierzenie się nie tylko z osobowościami bohaterów ale też i z ich niewiedzą. W pewnym momencie pojawia się natrętne pytanie: ile wiemy o sobie nawzajem? Problem relacji międzyludzkich, zaufania i bliskości na pewien czas dominuje fabułę i dostarcza interesującego materiału do przemyśleń.
Po raz pierwszy zetknęłam się z thrillerem psychologicznym opowiedzianym z punku widzenia kilku, najbardziej zaangażowanych w akcję postaci. Dzięki takiej konstrukcji opowieści poznajemy wydarzenia, które wpłynęły na dość specyficzne relacje pomiędzy nimi, zwłaszcza pomiędzy Rubenem a jego siostrą. Spowolnienie tempa akcji zmusza do staranniejszej obserwacji bohaterów.
Autorka z wyczuciem porusza problem miłości pełnej namiętności, ekspresji i determinacji, głuchej na wszelkie rzeczowe argumenty, pozostawiającej za sobą spustoszenie i nienawiść. Miłości z góry skazanej na porażkę.
Kim jest dziewczyna z obrazów Rubena i dokąd potrafi zaprowadzić ślepa, egoistyczna chęć posiadania drugiej osoby? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w tej niełatwej, ale wartej przeczytania książce.
Polecam
Iwona Mejza
sobota, 29 listopada 2014
MAGDALENA PARYS "Tunel" ***

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ Wyd. ŚWIAT KSIĄŻKI.
Berlin, przedzielony murem. W zachodniej części mieszka Roman, we wschodniej jego brat Franz, pragnący przedostać się na zachód. Postanawia wykorzystać do tego tunel, którego wybudowanie ma zorganizować jego brat. Z tym przedsięwzięciem związanych jest wiele osób, Magda, Viktoria, Peter, Klaus. Poznajemy historię każdej z tych postaci. Bardzo różne losy. Powikłane, często zdeterminowane przeszłością przodków. Każda historia to czyjeś życie, najczęściej trudne, przegrane. Główne postacie powieści łączy tytułowy tunel, który jest metaforą, pewnym symbolem. Nie wszystkich dotyczy bezpośrednio, ale w jakiś niesamowity sposób splata życiowe drogi bohaterów. Trudna lektura, przez bardzo prawdziwe pokazanie ludzkich losów, bez upiększania, bez złudnych nadziei.
Magdalena Parys w sposób bardzo dojrzały i świetny warsztatowo pokazała wielowymiarowość, wielowątkowość życia, pogłębiając psychologicznie swoich bohaterów, ale też potrafiła wciągnąć czytelnika w swoją powieść. Mamy tu sensację, wątek kryminalny, tajemnice, miłość, właściwie całą gamę ludzkich emocji i zaskakujące zakończenie.
"Tunel" to literatura z bardzo wysokiej półki. Gorąco polecam.
(G.S.)
Magdalena Parys w sposób bardzo dojrzały i świetny warsztatowo pokazała wielowymiarowość, wielowątkowość życia, pogłębiając psychologicznie swoich bohaterów, ale też potrafiła wciągnąć czytelnika w swoją powieść. Mamy tu sensację, wątek kryminalny, tajemnice, miłość, właściwie całą gamę ludzkich emocji i zaskakujące zakończenie.
"Tunel" to literatura z bardzo wysokiej półki. Gorąco polecam.
(G.S.)
sobota, 22 listopada 2014
John Grisham - "Czas zapłaty" ***
Książka przekazana przez Wydawnictwo Albatros
W amerykańskiej kulturze sąd jest miejscem szczególnym a wyrok sądowy - rzeczą szalenie ważną.. właściwie: ostatecznym sposobem regulowania problemów... może za wyjątkiem colta 45, ale ten ostatni sposób nie cieszy się aż takim poważaniem. Amerykańskie społeczeństwo szanuje instytucję sądu i bardzo interesuje się jego orzeczeniami, gdyż precedens sądowy zobowiązuje... i nikt nie wie, czy sam nie będzie go potrzebował.
Na fali tego zainteresowania powstało w Stanach wiele niezwykle interesujących opowieści literackich i filmowych, takich jak "12 gniewnych mężczyzn", "Jestem niewinny" czy "Czas zabijania" Johna Grishama.
"Czas zabijania" - uniwersalna przypowieść o tym, jak i dlaczego przemoc rodzi przemoc - doczekał się kontynuacji z tym samym głównym bohaterem. Jake Brigance dzięki tamtej sprawie zyskał opinię dobrego adwokata i uczciwego człowieka ale nadal jest biedny jak mysz kościelna. Nieoczekiwanie jego reputacja zwróciła uwagę pewnego umierającego milionera...
"Czas zapłaty" opowiada o wyrównywaniu bardzo różnorodnych rachunków. Sam Brigance musi zasłużyć na zyskowny kontrakt: potwierdzić reputację, wygrać sprawę. Ale ten wątek znika wobec zadania, jakie przed nim stoi: śmiertelnie chory stary człowiek wydziedzicza rodzinę i cały ogromny majątek przekazuje sprzątaczce, czarnoskórej Lettie Lang. Dla mieszkańców amerykańskiego Południa był to wyraźny dowód utraty rozumu i jakichś nieczystych zagrywek ze strony beneficjentki. Wprawdzie czasy płonących krzyży Ku-Klux-Klanu minęły, ale zamieszkanie Murzynki z liczną rodziną i popijającym mężem w lepszej dzielnicy wywoływało niechęć. Nastroje panujące w tamtej społeczności doskonale oddaje okładka książki, zaprojektowana przez Andrzeja Kuryłowicza: krzyż z dwóch zapałek - jedna płonie, druga jest o włos od zapłonu, obie leżą na białej niezapisanej kartce. Co na niej zostanie zapisane w przyszłości - nie wiadomo. A może mała zapałka wywoła pożar?
Osobiste relacje między członkami rodziny mieszają się z wydarzeniami w sferze publicznej, zapomniana i wyparta przeszłość wciąż dyktuje ich kształt.
Grisham po mistrzowsku kreśli portret małej amerykańskiej społeczności, w której plotka rzucona w kawiarni może wpłynąć na orzeczenie sądów a sąsiedzi się nie lubią ale mają wspólne autorytety... Zasady dobrego współżycia tam wypracowano wyłącznie wskutek spędzenia wielu lat obok siebie, bo przeszłość kryje wiele bolesnych tajemnic zakłócających spokój duszy i rujnujących dobre samopoczucie Każda z tych zapomnianych tajemnic to rachunek do zapłaty - przede wszystkim rachunek krzywd, których nie da się wyrównać pieniędzmi, nie naprawi się też ich krzywdząc siebie i swoich bliskich. Co w tej sytuacji pozostaje? Grisham podaje pewne rozwiązanie oparte na wzajemnym zaufaniu i szukaniu wyjścia akceptowalnego dla wszystkich.
Tak czy siak, trzeba wcześniej czy później uczciwie osądzić przeszłość.
W Polsce pytania stawiane przez Gishama wydają się szczególnie istotne - mamy wiele drażliwych kwestii od dawna zamiatanych pod dywan... i wiele z nich zaczyna przynosić katastrofalne skutki.
Ale "Czas zapłaty" to nie tylko książka o trudnych problemach - to przede wszystkim mistrzowska opowieść o odwadze, determinacji, sprawiedliwości, ludzkich losach, codziennych drobnych wyborach i wydarzeniach, z których się one składają.
(POL)
piątek, 21 listopada 2014
Jesse Ball "Kiedy zapadła cisza" ***
Książka dostarczona przez Wydawnictwo Imprtint
Pewnego razu życiowa partnerka Jesse Balla przestała z nim rozmawiać - w następnej kolejności ich życie legło w gruzach. Próby wyjaśnienia tej zagadki nie dały rezultatu, zatem Jesse Ball podjął próbę znalezienia podobnych wypadków w nadziei na klucz do problemu. Tak trafił na sprawę "Zaginięć Narito", która jest osią powieści.
W prowincjonalnym japońskim miasteczku znika bez śladu osiem osób. Do zamordowania ich przyznaje się Oda Sotatsu, młody, nieco wyobcowany człowiek. W następstwie tego prawie cała rodzina wyrzeka się go pod presją społeczeństwa, dla którego Sotatsu stał się potworem i wrogiem nr 1. Wyłącznie na podstawie przyznania do winy zostaje skazany na śmierć i aż do wykonania wyroku odmawiał jakiejkolwiek rozmowy na ten temat. Po egzekucji doszło do niecodziennego zdarzenia: do jednej ze świątyń przybyła procesja rzekomych ofiar Ody Sotatsu oskarżających rząd o zamordowanie niewinnego człowieka bez dowodów i domagająca sie zmian w prawie karnym. O ile sama demonstracja polityczna nie jest niczym niezwykłym, to niezwykła tajemnicę kryje człowiek, który pozwolił na własną egzekucję i zachował milczenbe aż do końca.
Jesse Bell próbuje tę tajemnicę wyjaśnić, odnajduje świadków i przedziera się przez zmowę milczenia. Odkrywa krok po kroku mechanizm społecznego odrzucania i medialnego linczu, ułomne mechanizmy prawnej machiny mającej gwarantować sprawiedliwy sąd a zapewniającej tylko sprawne skazanie obwinionego, kiedy jednak dociera do samego sedna tajemnicy - efekt co najmniej zaskakuje.
Niezwykła opowieść o poszukiwaniu prawdy, rodzinie, społeczeństwie, samotności i lękach współczesnego człowieka, kłamstwach oraz, paradoksalnie - źródłach niezwykłej siły. A może rozpaczy? Kto to wie... Historia opowiedziana przez Jesse Balla nie daje jasnej i jednej odpowiedzi, zostawia natomiast wiele pytań.
Warto dojść do nich po śladach narratora i bohaterów.
Ta książka na długo zostanie w pamięcia nawet u osób notorycznie zaczytanych.
(POL)
czwartek, 20 listopada 2014
ANDRZEJ STASIUK "Wschód" ***

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. CZARNE.
"No bo jak to jest? Że z czasem oddalamy się od miejsca własnych narodzin i to ma być ucieczka, zdrada, emigracja? I wszystko co robimy jest próbą powrotu? Że życie to wygnanie?Jak ten mój Bug, nad który muszę czasami powrócić, żeby choć na chwilę wymknąć się wygnaniu i przechytrzyć samotność? Jak to jest? Że im szersze zataczamy kręgi, tym wyraźniejszy jest środek tego krążenia i tym silniejsze przyciąganie?"
Trudno odnieść się do książki Stasiuka, bo to jest arcydzieło. Pisarz opisuje swoje wyprawy na wschód, ten bliski, do Lublina i ten bardzo daleki, gdzie tylko stepy i nie ma już nic. Podróż na wschód to przede wszystkim podróż do przeszłości, do samego siebie, chociaż tam gdzie tylko step i gwiazdy, trudno powiedzieć, czym jest nasze istnienie. Kim jesteśmy? Panami świata, spadkobiercami tych co odeszli, ludźmi wypełniającymi pustą przestrzeń, czy tylko cząstkami w kosmosie? Ta powieść to przemyślenia autora, często szokujące, niezgodne z powszechnym światopoglądem, ale do bólu prawdziwe. Tej książki nie czyta się, ona przenika każdy nerw. Cudowny język, proste zdania, w których nie ma jednej niepotrzebnej zgłoski. "Wschód" to wyprawa marzeń, to obcowanie z wielką prozą. Ta książka wzbogaca, daje czytelnikowi coś niezmiernie ważnego. Nie napiszę, że polecam, ponieważ uważam, że każdy MUSI sięgnąć po tę książkę. Trzy gwiazdki, ale dałabym cały gwiazdozbiór.
"No bo jak to jest? Że z czasem oddalamy się od miejsca własnych narodzin i to ma być ucieczka, zdrada, emigracja? I wszystko co robimy jest próbą powrotu? Że życie to wygnanie?Jak ten mój Bug, nad który muszę czasami powrócić, żeby choć na chwilę wymknąć się wygnaniu i przechytrzyć samotność? Jak to jest? Że im szersze zataczamy kręgi, tym wyraźniejszy jest środek tego krążenia i tym silniejsze przyciąganie?"
Trudno odnieść się do książki Stasiuka, bo to jest arcydzieło. Pisarz opisuje swoje wyprawy na wschód, ten bliski, do Lublina i ten bardzo daleki, gdzie tylko stepy i nie ma już nic. Podróż na wschód to przede wszystkim podróż do przeszłości, do samego siebie, chociaż tam gdzie tylko step i gwiazdy, trudno powiedzieć, czym jest nasze istnienie. Kim jesteśmy? Panami świata, spadkobiercami tych co odeszli, ludźmi wypełniającymi pustą przestrzeń, czy tylko cząstkami w kosmosie? Ta powieść to przemyślenia autora, często szokujące, niezgodne z powszechnym światopoglądem, ale do bólu prawdziwe. Tej książki nie czyta się, ona przenika każdy nerw. Cudowny język, proste zdania, w których nie ma jednej niepotrzebnej zgłoski. "Wschód" to wyprawa marzeń, to obcowanie z wielką prozą. Ta książka wzbogaca, daje czytelnikowi coś niezmiernie ważnego. Nie napiszę, że polecam, ponieważ uważam, że każdy MUSI sięgnąć po tę książkę. Trzy gwiazdki, ale dałabym cały gwiazdozbiór.
(G.S.)
środa, 19 listopada 2014
Lucia Puenzo "Anioł Śmierci" ***
Josef Mengele obrósł legendą, w której niewiele zdarza się przyjemnych tonów. Odkąd świat usłyszał o jego eksperymentach, Mengele stał się przedmiotem literackich i filozoficznych prób wyjaśnienia i opisania zła. Doczekał się wielu analiz, zarówno udanych jak i banalnych. Lucia Puenzo napisała jedną z tych udanych. W 1960 roku, podczas podróży przez zapomniane przez Boga okolice Patagonii argentyńska rodzina poznaje sympatycznego niemieckiego lekarza, który przypadkiem podąża w tę samą stronę. Nie zdają sobie sprawy, że wyruszył z nimi tylko dlatego, że zainteresował się ich córką... Podróż zbliża ludzi, dlatego rodzicom wydaje się naturalne, że miły starszy pan po dotarciu do celu wynajmuje pokój w ich świeżo odziedziczonym i ledwie uruchomionym pensjonacie. Również propozycja współpracy w urzeczywistnieniu marzeń Enzo nie budzi ich podejrzeń, a jedynie opór przed zbytnim wiązaniem się z obcym. W pewnym momencie dr. Josef proponuje im pomoc medyczną i wykazuje się nieoczekiwanymi kwalifikacjami. Krok po kroku staje się coraz ważniejszą osobą w ich życiu. Stopniowo wkracza coraz głębiej w ich życie, obejmując nad nimi niepodzielną władzę. Żyją nieświadomi tego, że dr. Josef po raz kolejny przeżywa swoje własne misterium, które zapoczątkował w KZ Auschwitz a oni znaczą dla niego tylko tyle ile marionetki.
Puenzo dokonała czegoś niezwykłego - wciągnęła zwykłego czytelnika w intymny świat uczuć masowego mordercy. Równocześnie ukazuje wydarzenia z punktu widzenia kilku innych bohaterów - jego przeszłych i aktualnych ofiar. Skupienie na losach Mengelego w okresie starości i zredukowanie do minimum niespodzianek związanych z tożsamością głównego bohatera dało w efekcie powieść niezwykle skupioną na uczuciach i skomplikowanej grze emocjonalnej opartej o uzależnianie, manipulację, podstęp. Doktor Mengele manipulujący swoimi poddanymi nie jest juz masowym zabójcą i opętanym eksperymentatorem - staje się bardziej kapłanem opresji i przemocy psychicznej prowadzącej do okaleczenia ofiar, jego przeszłość nadaje mu tylko symboliczności. Ale wbrew pozorom powieść nabiera w ten sposób siły - na obóz koncentracyjny możemy patrzeć jak na koszmarną historię, która już nas nie dotyczy, ale nieznajomych włażących w nasze życie spotykamy na każdym kroku.
Lucia Puenzo napisała powieść niezwykłą, w której realizm splata się z niemal magicznym nastrojem, a koszmarna przeszłość z przyszłością... niosącą jeszcze nieznane koszmary.
To historia ciężka - ale ten, kto ją ominie - dużo straci.
(POL)
wtorek, 18 listopada 2014
KAROLINA WILCZYŃSKA "Jeszcze raz Nataszo" ***

KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. CZWARTA STRONA.
Dziewczynka, córka znanego chirurga, pochodząca z bogatej rodziny ale wycofana, usiłująca zaaklimatyzować się w internacie. Zbuntowana studentka, która wbrew woli rodziców wybiera inny kierunek studiów i musi się sama utrzymać ciężko pracując. Młoda kobieta, przeżywająca pierwszą miłość. Pani prezes dużej firmy, zimna, bezwzględna, upajająca sę władzą i sukcesami materialnymi. Żona w niezbyt udanym małżeństwie. Córka, usiłująca sprostać oczekiwaniom rodziców. Kobieta pragnąca dziecka i tracąca je, topiąca rozpacz w alkoholu. Wreszcie kobieta porzucona po dwudziestu latach małżeństwa. Wiele kobiet? Nie, to jest Natasza, bohaterka powieści Karoliny Wilczyńskiej.
Dawno nie czytałam książki, w której autor przeprowadza wręcz wiwisekcję swojej bohaterki, Autorka robi to w sposób perfekcyjny, pokazuje wielowarstwowość i wielowymiarowość człowieka. Przecież w każdym z nas jest ogromne nagromadzenie różnych emocji, uczuć i samotność.Natasza dostosowuje się do sytuacji, podejmuje według niej świadome decyzje, ale w pewnym momencie gubi się. Przestaje rozumieć, że wybrana przez nią droga, nie do końca jest jej własną, że pewne zdarzenia, okoliczności determinują jej życie. Poznajemy ją kiedy po rozstaniu się z mężem, porządkuje swoją przeszłość, próbuje się od niej odciąć, paląc kolejne zdjęcia, wyjmowane z albumu. Czy to się uda? Czy Natasza zacznie wszystko od nowa. Nie wiemy, autorka nie daje nam prostych odpowiedzi, zostawia czytelnikowi pole do samodzielnego dopisania losów bohaterki. Ta powieść jest trudna, choć świetnie napisana i niesamowicie wciągająca. Zmusza do refleksji, zastanowienia się nad sobą, naszymi wyborami. Po skończonej lekturze nie zapomnimy Nataszy, bo ona jest w każdym z nas. Karolina Wilczyńska stawia trudne pytania, często takie, na które nikt nie zna odpowiedzi. Tę książkę trzeba przeczytać, bo jestem pewna, że wielu osobom pomoże, pokaże często niewidzialną i trudną prawdę. To jest literatura wysokiego lotu i za to trzy gwiazdki.
(G.S.)
wtorek, 11 listopada 2014
OLIVIER TRUC „OSTATNI LAPOŃCZYK” ***
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO CZARNA OWCAPrzedziwna książka. Przyznam uczciwie: z początku myślałam, że nie dam rady, że odłożę po kilkudziesięciu stronach. Bo cóż nas mogą obchodzić konflikty pomiędzy hodowcami reniferów na zimnej, odległej – nie tylko geograficznie, ale też kulturowo – północy? A jednak… coś było w materii słownej tej powieści takiego, co nie pozwoliło mi zrezygnować, brnęłam więc dalej i dalej, aż w pewnej chwili... poczułam się zafascynowana. Zaczarowana.
Kraina, gdzie przez czterdzieści dni trwa noc polarna, a po niej słońce wschodzi na zaledwie godzinę czy dwie. Gdzie trzydziestostopniowe mrozy to zwyczajna sprawa, a dwadzieścia to już łagodna temperatura. Gdzie przez pustkowia śniegu i lodu poruszać się można tylko skuterem śnieżnym. Ewentualnie na nartach. Bo nic innego nie przejedzie. Gdzie pasterze nadal mieszkają w namiotach zwanych gumpi i żyją niemal tak samo jak setki lat temu. Gdzie wciąż żywe są szamańskie tradycje, wyśpiewywane w pradawnych lapońskich pieśniach – joikach. Przy wtórze tradycyjnych lapońskich bębnów… I właśnie o jeden z takich bębnów chodzi w tej opowieści. Z lokalnego muzeum znika tajemniczo zabytkowy bęben, a wkrótce potem zamordowany zostaje jeden z hodowców reniferów, człowiek, który nie cieszył się co prawda najlepszą opinią w swoim środowisku, ale… znał się na lapońskich bębnach jak mało kto. Śledztwo w obu tych sprawach podejmuje tzw. Policja Reniferów, reprezentowana przez parę funkcjonariuszy, z pozoru niedobraną, a jednak doskonale się rozumiejącą: policjanta przed emeryturą – który z pochodzenia jest Saamem czyli Lapończykiem – oraz energiczną młodą policjantkę, Norweżkę. Oboje czują, że w istocie jest to jedna i ta sama sprawa. I nie spoczną, dopóki jej nie wyjaśnią, pomimo kłód rzucanych pod nogi, gróźb i szykan. Zwłaszcza, gdy dowiedzą się, że źródła całej tej historii tkwią w przeszłości i wiążą się z poszukiwaniem pewnej kopalni. A droga do niej została „zapisana” w symbolice zaginionego bębna. Za jaką mrzonką uganiały się pokolenia odkrywców i awanturników, szkodząc przy okazji autochtonicznej ludności? Jakich złóż szukali? Złota?... A może czegoś znacznie groźniejszego??...
Francuskiemu pisarzowi i dziennikarzowi udało się w piękny sposób zobrazować życie mieszkańców Laponii – tej współczesnej, i tej dawnej, zachowanej w tradycji i przekazie. Ich wierzenia, obyczaje, sposób myślenia, ich walkę o przetrwanie w warunkach trudnych nie tylko z natury. Znalazłam tam zdanie, że Lapończycy są ostatnim z europejskich ludów pierwotnych. Trudno im w obecnej rzeczywistości pozostać sobą, a jednocześnie żyć w cywilizacji narzuconej, owszem, przez innych – lecz przecież kuszącej, bo przynoszącej przynajmniej minimum wygód i poczucia bezpieczeństwa. Lecz czy naprawdę? Czy w lesie, w górach, na pustkowiu, w kilkudziesięciostopniowych
Ci ludzie wciąż żyją w zgodzie z naturą. Dbają o swoje renifery, bo to ich największe bogactwo. I choć zwierzęta te hodowane są przede wszystkim dla mięsa, mleka i futra – Saarowie szanują je. To ich odróżnia od naszej „kultury”, w której szanujemy tylko samych siebie.
Na szczególną uwagę zasługuje wątek Aslaka – tytułowego ostatniego prawdziwego Lapończyka. Który się cywilizacji "białych ludzi" nie kłaniał. A zakończenie powoduje, że zostajemy bezradni, wzruszeni, oszołomieni, z tysiącem myśli i emocji, które nieprędko przeminą.
Polecam gorąco. Trzy zasłużone gwiazdki dla niezwykłej powieści.
(Anna Klejzerowicz)
sobota, 8 listopada 2014
TOVE ALSTERDAL „GROBOWIEC Z CISZY” **
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYDAWNICTWO AKURAT.Katrine jest dziennikarką, od wielu lat mieszka w Londynie, gdzie pracuje jako korespondentka szwedzkiej stacji radiowej. Pewnego dnia zostaje wezwana do chorej na Alzheimera matki. Niechętnie wraca do Sztokholmu, choć i w Anglii nie bardzo jej się ostatnimi czasy układa: podupadający związek i utrata stałego zatrudnienia powoduje, że czuje się zagubiona. Po przyjeździe dowiaduje się, że matka ma swoje tajemnice: z listów maklerskich wynika, że jest właścicielką starego domu we wsi za kołem polarnym. Na dodatek tajemniczy klient oferuje za ten dom oszałamiająco wysoką kwotę. Niestety z matką nie ma kontaktu, Katrine jedzie więc na północ, by osobiście wyjaśnić sprawę i… odnaleźć własne korzenie. Opowieść zaczyna się od zbrodni. Morderstwo legendarnego starego narciarza w groźnej zimowej scenerii ma związek z jej przyjazdem, a także z historią miejscowości. Później będzie ich więcej, a także coraz więcej zagadek i znaków zapytania. Prywatne śledztwo zaprowadzi Katrine nie tylko na północ Szwecji, ale także do rosyjskiej Karelii – gdzie zbada archiwa KGB w Pietrozawodsku w poszukiwaniu dawnych, jeszcze przedwojennych źródeł – a później do Petersburga. Lecz także zabierze w mroczną przeszłość własnej rodziny. Szkopuł w tym, że ta przeszłość pozostaje nie do końca zamknięta, rodząc dalsze konflikty i zagrożenia. Nic już jednak nie powstrzyma twardej dziennikarki. Stawką jest poznanie samej siebie. Może dzięki temu Katrine zrozumie, kim jest i czego tak naprawdę oczekuje od życia.
O ile przeżyje.
Powieść nie tylko wciąga – ona dosłownie pochłania. Od pierwszej do ostatniej kartki. Jest w niej wszystko, czego wymagamy od doskonałego kryminału: świetna intryga, absorbująca zagadka, tajemnice skrywane przez poszczególnych bohaterów, perfekcyjnie poprowadzona fabuła, niezapomniany klimat i świetny język. Ale także coś więcej: myśl. Głęboko ukryta prawda o ludziach, o epokach, o życiu w surowych warunkach, o naszych korzeniach oraz nierozerwalnych związkach z przeszłością. Naprawdę zachwyciła mnie ta powieść, choć pierwsza książka Tove Alsterdal zupełnie nie zrobiła na mnie wrażenia. Znak, że nie warto rezygnować przy pierwszym podejściu.
Polecam i gorąco namawiam! Dwie gwiazdki, bo zasługuje.
(Anna Klejzerowicz)
poniedziałek, 20 października 2014
Nie lubię kotów ** Katarzyna Zyskowska - Ignaciak vs mity naszych czasów
Kiedy zobaczyłem tytuł tej powieści poczułem się osobiście dotknięty jako wieloletni czciciel Kota... Postanowiłem czytać tę powieść surowo i ostro pojechać po każdym wyłapanym potknięciu.
Bardzo szybko wciągnęła mnie tak, że zapomniałem o początkowym założeniu i tylko gdzieś tam z tyłu głowy kołatała się myśl: o co chodzi z tymi kotami?
Powieść ma sześciu głównych bohaterów i sześć punktów widzenia skierowanych na ten sam moment i to samo miejsce a do tego droga, jaką w życiu przeszli, zanim osiągnęli opisany tam punkt zwrotny. Sześciu reprezentantów pokolenia dzisiejszych trzydziestoparolatków dokonuje życiowych wyborów, bierze los we własne ręce... i płaci za to. Bez taryfy ulgowej, bez znieczulenia, mimo, że niektórzy z nich bez żenady znieczulają się prochami. Na pewno nie jest to kompletny obraz pokolenia, bo ograniczony wyłącznie do wąskiej grupki walczących o sukces w Warszawie i to tylko w kręgach zbliżonych do wielkich korporacji. To jednak wcale nie odbiera uniwersalności tej historii, bowiem bohaterowie w zasadzie odnieśli życiowy sukces.
Autorka starannie wybrała ludzi prowadzących takie życie, o jakim marzy wielu młodych Polaków, pokazała różne drogi, które ich doprowadziły do mitycznego "sukcesu" - od tej najłatwiejszej polegającej na pomocy rodziców do tej najcięższej, gdy człowiek liczy tylko na siebie. Cała szóstka to ludzie już dorośli, obarczeni pewnym doświadczeniem życiowym, wcale nie małym. Wszyscy są nieprzeciętnie zdolni i inteligentni, nie można im zarzucić głupoty czy pochopnych decyzji, wręcz przeciwnie: decydują z rozmysłem, oceniają koszty i zyski kierując się swoim dojrzałym systemem wartości. To wszystko sprawia, że mamy okazję zastanowić się nie tylko nad charakterami ludzi ale i całym ich system wartości, hierarchię wyborów, życie osobiste.
W gruncie rzeczy bohaterowie są do siebie bardzo podobni, ta jednorodność sprawia, że lgną do siebie nawzajem - mimo całej różnorodności losów.
Należą do elity swojego pokolenia. Jeśli elita ma poważne defekty, to i z całym społeczeństwem tworzącym własne elity jest kiepsko.
Ale zawsze pozostaje nadzieja, że ludzie rozumni potrafią się opamiętać, że zdarcie masek i obnażenie pozorów ich uzdrowi.
W dawnych wiekach mawiano, że literatura to zwierciadło przechadzające się po gościńcach i pokazujące ludziom prawdziwy obraz ich samych. Czasem bywał to obraz wykrzywiony, gdyż zadaniem satyry od początku było naprawianie świata poprzez ukazywanie niebezpieczeństw.
Nie lubię kotów nie jest jednak satyrą a raczej starannie poprowadzoną wizją lokalną.
Finałowy wybuch Maliny, chyba najszybciej zrujnowanej osoby spośród całej szóstki jest właśnie takim zdarciem masek z przyjaciół... ale czy zostawia nadzieję? Mocno wątpliwe, bowiem już po fakcie okazuje się, że cały ten wybuch rozegrał się tylko w jej głowie. Ot, zalała robaka, padła i zdawało jej się, że wygarnia ludziom prawdę w oczy... ale to wszystko nastąpiło tylko w jej sponiewieranej wyobraźni.
W świecie pozorów akt oczyszczenia też jest tylko pozorem.
Bardzo lubię ten rodzaj ponurego pesymizmu.
Mało co daje tyle do myślenia.
(POL)
czwartek, 9 października 2014
Antykiler 2 - Danił Korecki, kryminał i antyutopia.
Książka przekazana przez WYDAWNICTWO FEERIA **
Danił Korecki - były milicjant - doskonale zna realia rosyjskiego świata przestępczego, który trudno nazwać półświatkiem biorąc pod uwagę jego wpływy, rozmiar w społeczeństwie i wszechstronność jego subkultury (a może już kultury?). Gdyby na podstawie swojego doświadczenia napisał po prostu świetny kryminał - osiągnąłby sporo.
Ale Korecki właściwie nie napisał kryminału. "Antykiler 2" dość wyraźnie dystansuje się od tradycji powieści sensacyjnej, przygodowej czy kryminalnej. Trudno od razu zakwalifikować tę historię jednoznacznie, gdyż dzieje się równocześnie na bardzo wielu poziomach i obejmuje wiele problemów.
Chwila zastanowienia nad tą niespotykaną w klasycznym kryminale szerokością spojrzenia pozwala uznać tę książkę za dzieło znacznie bardziej ambitne, prowokujące do przemyśleń natury ogólnej.
Zresztą takie jest podstawowe zadanie zarówno literackiej utopii jak i antyutopii: skłonić do przemyślenia a nie do wcielania w życie za wszelką cenę.
Niezłym przykładem tego spojrzenia u Koreckiego jest wątek miłosny a raczej seksualny, poprowadzony w wielu wariantach i odmianach: od uczucia, które w więzieniu dla nieletnich połączylo Swietkę i Zojkę, poprzez związek Aleksa i Swietki trwający na dziwacznych zasadach, dopuszczających użyczanie dziewczyny kolegom; małżeństwa wielu bohaterów trzeciego planu nakreślone w wyrazistym streszczeniu, gangsterskie kochanki i miłostki, przelotne, chamskie i brutalne stosunki seksualne dla rozrywki (z braku czegoś innego pasującego do wódki) aż po narastającą fascynację Lisa Dzieciną z nieoczekiwanym finałem...
Świat relacji między mężczyznami i kobietami właściwie nie ma nadrzędnych zasad: rządzi nim zachcianka, przypadek i kasa. Zobowiązania i wspólne plany tracą ważność, jeśli w domu brakuje łóżka. Uczucia nie wystarczą, by dla siebie ryzykować. Kobiety służą mężczyznom jako seksualne zabawki i niewolnice, bo po prostu są słabsze. Można je pożyczać kolegom, używać dowolnie, sprzedać, kupić. Można zabijać, jeśli ma się trochę więcej kasy. Jak im się nie podoba - mogą próbować ucieczki, z tym, że nie mają dokąd uciekać. Wszędzie jest tak samo. Silni niewolą i zabijają słabych, jeśli mają taką ochotę. Takie są zasady, na które co i rusz ktoś w powieści się powołuje.
Strefa erotyki w życiu człowieka zajmuje miejsce szczególnie intymne i chronione. Sprzedawanie jej w większości kultur ludzie uznają za godne szczególnej pogardy. W społeczności Tichodońska wziętej na warsztat przez Koreckiego handlowanie intymnością jest tak zwyczajne i powszechne, że ludziom nie od razu przychodzi do głowy inna możliwość a skoro nawet to jest powszechnym przedmiotem handlu, to znaczy, że tam wszystko można kupić i sprzedać, do tego za byle jakie pieniądze.
Autor poświęca znacznie więcej miejsca pokazywaniu tej kapitalizacji wszystkiego niż akcji kryminalnej, stanowiącej raczej pretekst do śledzenia ludzkich losów.
Mam wrażenie, że "Antykiler 2" opowiada raczej o społeczeństwie niż o bandytach i uganiających się za nimi przedstawicielami władzy.
W powieści bardzo dużo zajmuje obraz życia bandytów, ich rytuały, prawa, system awansu we własnej społeczności, metody zarabiania... Bandycki świat Tichodońska trzyma się stabilnie i pewnie a nawet zaczyna pochłaniać ten legalny: bandyci przechodzą do władz, przejmują banki, czasami wydają rozkazy milicjantom, ściągają haracze jawnie i systematycznie, zbierają na własny fundusz socjalny i regularnie wypłacają pensje zasłużonym, przydzielają stosowne do pozycji samochody i mieszkania oraz utrzymują dyscyplinę: młody bandzior nie może liczyć na demoralizująco łatwe pieniądze, pracuje ciężko, ofiarnie i systematycznie na awans a sukces osiąga po wielu latach wysiłku. Indywidualiści rabujący na własny rachunek bywają przywołani do porządku szybko i brutalnie.
Po drugiej stronie organizacje państwowe mają wyraźne problemy w tych wszystkich dziedzinach: milicjanci mają gdzieś obowiązki, ściga się ich za nieprzestrzeganie nieżyciowych przepisów, pensje nie dość, że małe, to wypłacane w sposób nieprzewidywalny, emerytur brak, zabezpieczenie socjalne to kpina a przełożeni wchodzą w przestępcze układy.
W tej sytuacji co i rusz jakiś milicjant zadaje sobie całkiem serio pytanie: W imię czego ścigać bandytów i psuć interesy własnym zwierzchnikom?
Właściwie książka pokazuje proces zastępowania elit władzy gangsterami i ich pracownikami, też gangsterami. Mechanizm ten narrator określa krótko: kiedy przynależność do elity zależy od pieniędzy, okazuje się, że bandyci mają ich najwięcej.
Zapewne wiele osób skwituje temat krótkim stwierdzeniem: tak jest u ruskich. ewentualnie: to komuna. Będzie to tyleż mylące co głupie.
"Antykiler" opowiada o świecie po komunie i bez niej a poza tym te same procesy pojawiają się regularnie w różnych krajach.
Przykład powieściowego Tichodońska wydaje się tak realistyczny, że czasami aż absurdalny i przesadzony, jednakże tkwi w tym pewien zamysł. Rosyjska literatura zawsze przejawiała skłonność do pokazywania uniwersalnych problemów ludzkiej egzystencji na indywidualnych przykładach osadzonych głęboko w codzienności.
Na taki przykład wręcz modelowo nadaje się społeczeństwo byłego ZSRR. Już w początku lat 30-tych Boy-Żeleński zwracał uwagę na fakt, że stworzone przez Lenina państwo jest wielkim i nowatorskim eksperymentem społecznym. Jeśli mamy wyciągnąć z niego jakąś naukę - trzeba zastanowić się, dlaczego ten eksperyment nie wypalił i co dał w efekcie.
Totalitarny ZSRR kontrolował każdą dziedzinę życia i nie dopuszczał konkurencji. W zasadzie tradycyjna rosyjska subkultura przestępcza zniosła to nieźle, gdyż z założenia jest odporna na oficjalną politykę. Poza tym ZSRR prześladował i zamieniał w więźniów cale wielkie grupy społeczeństwa, w pewnym sensie był państwem-więzieniem, w którym zawodowi kryminaliści czuli się jak w domu.
Kiedy po upływie kilku pokoleń państwo wycofało się z powszechnej kontroli - pozostawiło po sobie próżnię, której natura nie toleruje. Regulacje państwowe zastąpiła zasada: wolno wszystko za kasę.
W Tichodońsku bandyci przejęli społeczeństwo na własność. Jeszcze nie całkiem i nie do końca, ale już mało im brakuje.
Obrońcy zwykłego człowieka wycofują się, gdyż nie mogą walczyć przeciw wszystkim, bez końca i za darmo.
Utopijny komunistyczny eksperyment społeczny zastąpiono równie utopijnym eksperymentem ultrakapitalistycznym, do którego nigdzie w Europie nie dopuściły władze państw. Dlaczego? Czyżby to się nie opłacało?
Powieść Daniła Koreckiego to dużo więcej niż pasjonująca powieść przygodowa z niebanalnym światem i interesującymi bohaterami.
To poważna próba podsumowania uniwersalnych procesów zachodzących w dzisiejszym świecie, zapis doświadczeń społeczeństwa poddawanego eksperymentowi, próba zapytania: co dalej?
(POL)
środa, 8 października 2014
ANDRZEJ STASIUK "Wschód" ***
KSIĄŻKA PRZEKAZANA PRZEZ WYD. CZARNE."No bo jak to jest? Że z czasem oddalamy się od miejsca własnych narodzin i to ma być ucieczka, zdrada, emigracja? I wszystko co robimy jest próbą powrotu? Że życie to wygnanie?Jak ten mój Bug, nad który muszę czasami powrócić, żeby choć na chwilę wymknąć się wygnaniu i przechytrzyć samotność? Jak to jest? Że im szersze zatacza...my kręgi, tym wyraźniejszy jest środek tego krążenia i tym silniejsze przyciąganie?"
Trudno odnieść się do książki Stasiuka, bo to jest arcydzieło. Pisarz opisuje swoje wyprawy na wschód, ten bliski, do Lublina i ten bardzo daleki, gdzie tylko stepy i nie ma już nic. Podróż na wschód to przede wszystkim podróż do przeszłości, do samego siebie, chociaż tam gdzie tylko step i gwiazdy, trudno powiedzieć, czym jest nasze istnienie. Kim jesteśmy? Panami świata, spadkobiercami tych co odeszli, ludźmi wypełniającymi pustą przestrzeń, czy tylko cząstkami w kosmosie? Ta powieść to przemyślenia autora, często szokujące, niezgodne z powszechnym światopoglądem, ale do bólu prawdziwe. Tej książki nie czyta się, ona przenika każdy nerw. Cudowny język, proste zdania, w których nie ma jednej niepotrzebnej zgłoski. "Wschód" to wyprawa marzeń, to obcowanie z wielką prozą. Ta książka wzbogaca, daje czytelnikowi coś niezmiernie ważnego. Nie napiszę, że polecam, ponieważ uważam, że każdy MUSI sięgnąć po tę książkę. Trzy gwiazdki, ale dałabym cały gwiazdozbiór.
(G.S.)
wtorek, 30 września 2014
Franek i czarownica.
Noc o dziwo przeszła spokojnie, oczywiście nie licząc pozwalanych rzeczy i zlikwidowanej starej, ale ślicznej nocnej lampki. Ponieważ jestem obłożona pilnymi lekturami, postanowiłam poczytać w ciągu dnia. Wszystko zrobione, cisza. Wzięłam książkę i wtedy usłyszałam łomot w kuwecie, a potem pojawił się zadowolony Franek. Z niechęcią odłożyłam książkę. - Franiu, czy ty zawsze musisz korzystać z kuwety wtedy, gdy ja biorę książkę do ręki.
- Ja już tak mam - spojrzał na mnie z łobuzerskim błyskiem w oczach.
- Co czytasz?
- "Sekret czarownicy" Ani Klejzerowicz.
- To czytaj głośno. Jestem ciekawy co ta wredna ciotka napisała.
- Dlaczego wredna?. Ona bardzo kocha zwierzaki, a szczególnie koty.
- Ja słucham jak wy gadacie przez telefon, udaję, że śpię, ale wszystko słyszę. Ona mówi, że ja nie jestem kotkiem, tylko jakimś dziwadłem.
- Franiu, to nie tak, ty jesteś troszkę inny.
- Czemu?
- Bo jesteś bardzo duży, nie rosną ci pazurki i nie bawisz się zabawkami, tylko demolujesz i rozbierasz mieszkanie.
- Bo ja jestem bardzo mądry. Czytaj, bo rozbiorę ci różaną komódkę.
Nie miałam wyboru. To moja ukochana komódka, ostatnia, której Franek jeszcze, choćby częściowo nie zdemontował.
Franek ułożył się wygodnie, wyciągnął się i wsłuchał.
- A ta Małgosia to była takim lekarzem od zwierząt jak Marta i Paula?
- Tak, jak twoje ukochane lekarki.
- Dawno u nich nie byłem, a ja lubię gabinet, tam jest tyle fajnych rzeczy.
- Ciesz się, jesteś zdrowy.
Franek na chwilę zamyślił się, a potem dalej słuchał.
- O rycerz jest, tylko umarły. I dziewczyna, czarownica. Wszystkie baby to czarownice.
- Franiu, nie lubisz kobiet?
- Lubię, ale one potrafią robić takie czarodziejskie rzeczy. Na przykład gotują i są takie fajne zapachy. Albo coś takiego robią, że w domku jest porządek.A ciocia Ania gotuje?
- Oczywiście, ale rzadko. Ona nie lubi.
- To nie jest czarownicą.
- Jest. Jak każda kobieta. Zobacz, zaczarowuje świat.
- Gdzie?
- W tej książce. Pisze tyle pięknych rzeczy. O wolności, miłości, o zwierzątkach, legendach, skarbie.
Franek położył się na brzuszku i podłożył sobie pod łebek łapkę.
- No w książce tak. Legenda mi się podoba i ten skarb. Fajne. Chyba wszystko mi się podoba, to taka czarodziejska książka, ale ciotka i tak ma u mnie przechlapane - dodał, udając się do dokładnego oglądania komódki.
niedziela, 28 września 2014
www.1939.com.pl - Marcin Ciszewski i sztuka historii alternatywnej
Prawie każdy, kto w dzieciństwie naoglądał się filmów wojennych, przynajmniej raz pomyślał sobie : jakbyśmy tak pod Beresteczkiem mieli czołgi... jakbyśmy tak na Westreplatte mieli ciężkie działa... jakbyśmy tak w 1939 mieli PT-91... Kiedy człowiek jest bardzo niedojrzały - myśli sobie: ale byśmy im pokazali! Odwrócilibyśmy historię! Osoby bardziej dojrzałe traktują takie pomysły jako swoisty sprawdzian wiedzy o historii, taktyce, zastosowaniach sprzętu, związkach między tym wszystkim a wydarzeniami historycznymi.
Marcin Ciszewski poszedł dalej. Przeprowadził starannie przemyślany eksperyment z rzeczywistością alternatywną: do dnia 1 września 1939 przeniósł eksperymentalny batalion uzbrojony w czołgi, helikoptery Mi-24, samobieżna działa przeciwlotnicze ZSU23x4 Biała, wyrzutnie artyleryjskie BM-21 Grad itd wraz z zapleczem - oficjalnym celem formowania takiej jednostki były samodzielne długotrwałe operacje w Afganistanie ale ktoś coś zmienił jak to bywa w powieści fantastycznej i... otrzymaliśmy interesującą, skomplikowaną, wielopoziomową grę z wyobraźnią i wiedzą historyczną. Współczesna jednostka o dużej sile ognia może wiele zrobić na polu walki z 1939 roku. A na ile odwróci historię? Nie chcę streszczać, to trzeba ocenić samodzielnie.
Do pomysłu takiej fabuły byłem nastawiony sceptycznie - jednak nie mogę nic zarzucić realizacji czy wiedzy autora. Wydarzenia (za wyjątkiem niezbędnego fantastycznego narzędzia, które umieściło bohaterów w miejscu akcji) są poprowadzone logicznie, w oparciu o rzetelną wiedzę. Ta wiedza nie prowadzi nas do wniosków hurraoptymistycznych... raczej poddaje temat do analizowania i rozmyślań.
Ale cała ta inteligentna historiozoficzna warstwa tkwi w żywej i gwałtownie toczącej się powieści akcji, gdzie jest wszystko, czego można życzyć sobie od dobrze napisanej powieści przygodowej: walka, realistycznie ukazane wydarzenia i męskie zabawki w nich używane, bohaterowie zróżnicowani i budzący sympatię, niełatwa miłość do kobiety, zdrada i kłopotliwy honor komplikujący życie.
Jedno, co mam do zarzucenia Ciszewskiemu, to fakt, że pułkownik Karski mówi z rosyjska jakby karierę wojskową robił w latach pięćdziesiątych XX wieku a nie pół stulecia później. Podobni do niego oportuniści zazwyczaj naśladują język nadchodzącej władzy a nie tej tracącej wpływy. Taki drobiazg a bardzo psuł początek powieści.
Polecam "www.1939.com.pl" jako przekonany były sceptyk - warto czytać, myśleć i wdawać się w polemikę z autorem. To jedna z tych książek, które skutecznie uczą ważnych rzeczy, w tym historii najnowszej.
(POL)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



