Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieselencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieselencja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 września 2014

Jak odróżniam wakacje od czegoś innego? - Piotr Olszówka

Wakacje i urlopy to sprawa śmiertelnie poważna i biada temu, kto traktuje je lekko. Potrafią się zemścić okrutnie za niedocenianie... Ale aby docenić, trzeba najpierw rozpoznać. No i nikt nie może opowiedzieć o swoich wakacjach, dopóki nie ma pewności, że dwa tygodnie laby nad morzem to były wakacje a nie konferencja szkoleniowa na temat wpływu piasku na zgrzytanie zębów. To, co robię w czasie wakacji nie jest ani w połowie tak ważną kwestią, jak określenie: kiedy właściwie mam te wakacje i czy to już?
Od wielu lat mam taki kłopot, bowiem pracuję na własny rachunek w czasie całkiem nienormowanym, nienormalnym a czasami ponadnormatywnym. Dlatego fakt, że w danym dniu nic nie robię, nie oznacza wakacji, bo równie dobrze może okazać się bezrobociem. W poszukiwaniu należycie dokładnego systemu rozpoznawania sięgnąłem na półkę z literaturą historyczną. W albumie poświęconym jednemu z wileńskich fotografów działających ponad wiek temu znalazłem wskazówkę pod jednym ze zdjęć: "odświętne ubrania dzieci wskazują że to niedziela a bose nogi - że lato i wakacje". Niestety autorytet badacza dawnych dziejów na nic mi się nie zdał. Niedziela mnie nie interesuje bo badam problem wakacji... a boso łażę zazwyczaj, również przy pracy, o ile tylko nie trafi mi się sytuacja garniturowa. Nawet, jeśli jestem na bosaka i nic nie robię, to nadal nie mogę w ten sposób rozstrzygnąć, czy to urlop czy bezrobocie.
Z pomocą w takich trudnych kwestiach przychodzi mi zazwyczaj zestaw urządzeń pomiarowych przenoszonych przez Pumę i Nanę, czyli np. kotolokalizator czy O.G.O.N. Otóż, jeśli siedzę przy biurku, znoszę jajko z niecierpliwości i nic nie robię, bo na rękach leży mi Puma, to znaczy, że czas oddania pilnej pracy nadchodzi wielkimi krokami. Z kolei intensywna praca terenowa systemu O.G.O.N. zainstalowanego na Nanie (mniej więcej z tyłu pieska) wskazuje, że znajduję się razem z nosicielką systemu w miejscu o wysokiej atrakcyjności (bo jakbym tam był bez niej, to nie widziałbym pracy urządzenia) co pozwala przypuszczać, że trwa właśnie aktywna część wakacji. System U.C.H.O. ustawiony w pozycji roboczej, w połączeniu z inteligentnym spojrzeniem Nanusi (wyrażającym nadzieję na małe conieco) i rytmicznym wachlowaniem urządzenia O.G.O.N. pozwala rozpoznać chwilę deseru... a jeśli takie zachowania psiwskaźników widzę na dworze, to znaczy, że jestem na pikniku. Jeżeli jednak czuję pod sobą trawę, na sobie słońce, przy sobie psie futerko a do tego nie widzę żadnego psiwskaźnika - to znaczy, że razem z Nanusią znajduję się z zamkniętymi oczami w pozycji LB czyli leżę bykiem, co oznacza najwyższą formę wakacji... czego sobie i Wam życzę.

(POL)

ps. O.G.O.N. - Organ Generujący Ogólny Nastrój - wielofunkcyjny system wbudowany w psa, służący m.in. do strącania ze stolika drobiazgów i zamiatania kota.

niedziela, 15 grudnia 2013

Fizyka Psa - Fragment: Piotr Olszówka

Wstęp

Na rynku jest już bardzo wiele książek poświęconych psom, z których można dowiedzieć się wszystkiego o pielęgnacji, zwyczajach, rasach... dlatego nigdy nie zdobyłbym się na napisanie kolejnej, gdyby nie Nana. W ciągu pierwszych tygodni naszej znajomości podsunęła mi wiele pytań, na które nigdzie nie znajdowałem odpowiedzi, takich jak: czemu mówi się: „szewc-szewca” ale nie „pies-piesa”? w czym jest lepszy kapeć od patyka? dlaczego pies na krótkich łapach ucieka szybciej niż pies z łapami długimi? po co się gryzie telefony komórkowe? czy malarstwo pastelowe jest smaczniejsze od książki z biblioteki? oraz najważniejsze: JAK JA MAM WYTRZYMAĆ Z TĄ OGONIASTĄ ZARAZĄ?




To ostatnie nabierało szczególnego znaczenia, gdyż Nanusia po każdym swoim piekielnym występie zamieniała się w aniołka... i ta anielska mina była pierwszym sygnałem jeszcze nie odkrytej katastrofy.

Warto dodać, że przebywanie w towarzystwie Nany dostarczało więcej pytań, niż mogłem zapisać, nie mówiąc już o znajdowaniu odpowiedzi... i to ostatecznie zadecydowało, że zająłem się poważnymi badaniami nad psią naturą, która z jednej strony okazała się bardziej przewidywalna niż Metafizyczny Kot, z drugiej strony jednak zmieniała się tak szybko, że człowiek i tak nie mógł za nią nadążyć.
Na szczęście okazało się, że w przeciwieństwie do Kota – Pies podlega większości praw fizyki i matematyki... a zatem skupiłem się na specyficznej psiej fizyce, tym chętniej, że nie znalazłem ani jednej książki na ten temat.
Oddaję tę książkę w ręce czytelników mając świadomość, że nie wyczerpałem zagadnienia... ale cóż, każdy pies chętnie dopisze do niej własny rozdział.

Rozdział 5.

Pieselencja



Wszystkie Zjawiska Piesiuchowe* są anomaliami działającymi wbrew fizyce. Problem polega głównie na tym, że nie ma rzeczy działających wbrew fizyce. Wyciągnąłem stąd wniosek, że za tymi anomaliami stoi jakiś rodzaj energii wewnętrznej, właściwej tylko psom. Istnienie takiej energii tłumaczy rozmaite cuda – jeśli podczas zamiany energii kinetycznej ratlerka na energię potencjalną człowieka dojdzie do przekazania również innej energii – tajemnica Czwartego Zjawiska Piesiuchowego zostanie wyjaśniona.
To odkrycie stało się dla mnie jasne w wyniku pewnego wydarzenia:
Na jednym z wieczornych spacerów Nana bardzo się rozbrykała – biegała po pustej alejce i poszczekiwała w moim kierunku wywijając ogonkiem. Nagle wystartowała bardzo szybko i zanim zdążyłem zareagować – szczeknęła z tyłu na młodą kobietę, która wyszła z bocznej alejki. Doszło do wyładowania akustycznego, w wyniku którego nieznajoma pani wskoczyła z miejsca na metrowy murek.
Szczeknięcie było za słabe, żeby tak podnieść człowieka, a zatem doszło do przekazania jeszcze jakiegoś rodzaju energii... Obserwowałem Nanę. Natychmiast po całej akcji (i po przeproszeniu nieznajomej pani) psina zachowywała się w sposób bardzo stonowany – jakby nagle rozładowały się jej bateryjki. I wówczas doznałem olśnienia: Nana przekazała swoją energię wewnętrzną...
Rozpocząłem obserwacje a poszukiwaną tajemniczą energię nazwałem pieselencją. Po pierwsze dlatego, że występuje ona tylko u psów, po drugie dlatego, że to ładna, grzeczna nazwa, kojarząca się z „ekscelencją” i tak dalej...
Pieselencja to psia energia wewnętrzna odpowiedzialna za zdolność psa do cieszenia się z bycia psem tu i teraz.


To energia o dobroczynnym wpływie na otoczenie, ponieważ pies, który zgromadzi odpowiednio wysoki pieselencjał, promieniuje niczym polska elektrownia atomowa, z tą jednak różnicą, że z napromieniowania pieselencją człowiek odnosi korzyść.
Stopień napromieniowania pieselencją możemy określić bez specjalistycznych przyrządów: jeśli nastrój psa udziela się ludziom, to znaczy, że korzystamy z promieniowania tak, jak trzeba. Odpowiednio doładowana Nana biega jak szalona w kółko i szczeka, co udziela się otoczeniu i po chwili wszyscy wokół zaczynają biegać po śniegu, łapać się a czasem nawet szczekać i gryźć w ogon. Podczas takich zajęć człowiek gubi sporo codziennych zmartwień a to przecież bez psa stanowi poważny problem. Wchłonięcie dużej dawki pieselencji to najlepszy sposób, żeby zejść na psy właściwą drogą.

* zjawiska piesiuchowe to anomalie fizyczne wywołane psem, takie jak piesosublimacja kapci lub śniadania na stoliku czy zamiana energii kinetycznej psa na energię potencjalną człowieka z naruszeniem zasady zachowania energii - ten temat omawiają inne rozdziały Fizyki Psa.