Książka zamiast Kwiatka jest stroną promującą polską literaturę, na której zamieszczane są informacje o książkach, recenzje, wywiady z autorami, informacje o nich, zdjęcia.
Strony
- Aktualności
- Kontakt
- O Kawiarence
- KZK na Facebooku
- Opowieści z Kraśnika
- Kawa z Iwoną
- Wywiady
- Konkursy
- Zwierzaki
- Pięć Pytań Do Pisarza
- Czat z Autorami
- Z opowieściami pod górkę
- Osiem zdań...
- Wydawcy
- Pisarze gotują
- Patronaty
- Ranking redaktorów - najlepsze książki miesiąca
- Czytane Kotem. I nie tylko...
- Księgarenka
- Czas relaksu, relaksu...
- Recenzje
sobota, 2 listopada 2013
WSPOMNIENIE - Anna Klejzerowicz
Anna Klejzerowicz
WSPOMNIENIE
Miałam pięć lat, gdy rodzice zabrali mnie na kilkudniową wycieczkę do pewnego bardzo starego europejskiego miasta, szczycącego się licznymi zabytkami sztuki i architektury. Znajdowały się tam kanały, prawie jak w Wenecji - choć nie była to Wenecja.
Staliśmy pewnego dnia na mostku ponad jednym z tych kanałów. Oparta o marmurową barierkę, wpatrywałam się uparcie w wodę.
- Czego tam tak wypatrujesz, słonko? – zapytał ojciec żartobliwie. – Syrenki?
- Tam utonęła moja mama – odparłam poważnie, wzbudzając tym kategorycznym stwierdzeniem konsternację rodziców.
- Co ty opowiadasz, dzieciaku?! – ojciec próbował pokryć zmieszanie śmiechem. - Mama stoi obok ciebie! Spójrz. Nigdzie nie utonęła...
- Tam utonęła moja mama! – upierałam się ze łzami w oczach. Autentyczny przytłaczający smutek ciążył mi kamieniem na sercu. – Pamiętam!
- Coś jej się pewnie przyśniło. Zostaw. Lepiej chodźmy już stąd... – szepnęła mama do taty i niemal siłą odciągnęli mnie od balustrady...
***
To wspomnienie dręczyło moją pamięć przez całe życie. Zagadkowe obrazy – niczym urwane, pocięte kadry z jakiegoś filmu – utrwaliły się w niej na zawsze, wyraźne jak tamtego letniego dnia na kamiennym moście. Po raz pierwszy zobaczyłam je właśnie wtedy, jakby odbite w wodzie kanału. Nie było na nich wcale letniego dnia, przeciwnie – było pochmurnie, szaro i strasznie. Dwie postaci, mężczyzny i kobiety. Szarpanina. Silne dłonie, zaciskające się na delikatnej szyi. Potem kobieta w kanale, biała suknia, jak lilia unosząca się na wodzie, powoli nabierająca ciężaru... Blada twarz, zamknięte oczy, długie, mokre, czarne włosy... Pamiętam swój własny ból, rozpacz i żal. Bezradność dziecka, które utraciło matkę. Ogromna tęsknota. Strach, bo nikomu nie mogło powiedzieć, co widziało...
Moja mama była jasną blondynką. A jednak wiedziałam, byłam pewna, że tamta piękna młoda kobieta... TO MOJA MATKA...
Nie dawało mi owo dziwaczne wspomnienie spokoju, co jakiś czas wracało - w miarę upływu lat coraz częściej - aż wreszcie, będąc już dorosłą kobietą, postanowiłam pojechać do tamtego miasta i spróbować wyjaśnić, skąd mogło wziąć się u pięciolatki takie dziwaczne... urojenie?
Odnalazłam ten sam kanał, ten sam mostek. Godzinami wpatrywałam się w wodę - nic jednak już w niej nie zobaczyłam. Lecz ten potworny smutek, ten uciskający serce ból, czułam tak samo jak za pierwszym razem...
Zdecydowałam się poznać historię owego miejsca. Mnóstwo czasu spędzałam odtąd w archiwach i bibliotekach. Rozmawiałam z mieszkańcami pobliskich zabytkowych domów, historykami, księżmi i miejscowymi pasjonatami. Błądziłam po omacku. Nie miałam pojęcia, czego właściwie szukam. Dzieje miasta liczyły sobie setki lat...
W końcu jednak, w jakiejś starej kronice, natrafiam na pewną historię, czy może raczej legendę. Zanotowana została jako jedna z licznych ciekawostek, związanych z interesującą mnie okolicą, z tamtym kanałem, a nawet – ściślej – z kamiennym mostem, będącym oryginalnym reliktem tamtej epoki.
Dramat rozegrał się mniej więcej w początkach osiemnastego wieku...
Według mojego źródła, jedną z kamienic nad kanałem – zidentyfikowałam ją potem – zajmowali pewni młodzi państwo. On był ważnym urzędnikiem miejskiego patrycjatu, ona - bardzo piękną kobietą. Mieli malutką córeczkę. Mąż często wyjeżdżał w interesach i chyba nie dbał za bardzo o żonę i dziecko. Młoda małżonka czuła się samotna i opuszczona, aż w końcu zakochała się ze wzajemnością w pewnym młodzieńcu z sąsiedztwa. Gdy mąż odkrył ich skryty romans – ogarnęła go ślepa furia. Takiej hańby nie mógł darować...
Nikt nie wiedział, co się tak naprawdę wówczas wydarzyło, może z wyjątkiem małej dziewczynki... W każdym razie kobietę znaleziono martwą następnego dnia, u stóp kamiennego mostu. Utonęła w kanale. Gdy wyłowiono ją z wody, dziecko z rozdzierającym łkaniem uczepiło się jej mokrej sukienki, aż z trudem oderwano je od niej i zwrócono ojcu, zimnemu niczym głaz. Legenda głosi, że młoda kobieta popełniła samobójstwo, ze wstydu i rozpaczy. Inna jeszcze plotka utrzymuje, że utopiła się z tęsknoty za kochankiem, którego okrutny mąż zabił w pojedynku.
Ja wiem, że było zupełnie inaczej...
Od tej pory odwiedzam każdego roku to piękne miasto, po to tylko, by rzucić kilka białych lilii na wody kanału.
Nikt nie zapisał, co stało się później z małą córeczką. Ale z pewnością już nigdy nie zaznała prawdziwego szczęścia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Świetne :) Dalszego ciągu nie będzie? Poproszę...
OdpowiedzUsuńHaniu, dalszy ciąg każdy sam w swojej wyobraźni tworzy. Dziękuję Ci bardzo :) Ania.
UsuńZgadzam się z Tobą, ale... myślę, że zaznała w następnym pokoleniu :) ))
UsuńHania.
Też mam taką nadzieję :) Ania.
UsuńAniu...piekne opowiadanie. Regresja w poprzednie wcielenia, w poprzednie nasze zycia. Wierze w to! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję <3 Ania.
UsuńVelké díky patří DR. REETHESHOVI za to, že mi poskytl tu nejlepší pomoc. Posledních pět měsíců jsme s mým mužem vedli vážné spory ohledně rozvodu. Dříve jsme byli šťastný pár a skvěle jsme si rozuměli. Ještě 14. února jsme byli na rande a vše bylo v naprostém pořádku, ale pak začaly problémy. Dne 10. března měl domluvený pracovní pohovor, na který také šel. Ještě ten samý měsíc mu začalo volat a psát neznámé číslo a ptát se, kdy se znovu uvidí. Když jsem se ho na to zeptala, tvrdil, že je to jen kamarádka, která se zajímá, jak se mu daří. Situace se opakovala, a tak jsem se ho musela zeptat znovu. Kvůli tomu jsme se pohádali. Hned následující týden mi oznámil, že se chce rozvést. Sbalil si věci a odešel z domu. Byla jsem zdrcená a smutná, protože jsem svého muže milovala. Navíc jsem věřila, že to, co dělá, není jeho vlastní rozhodnutí. Dne 15. května mi přišel dopis ze soudu s výzvou k podpisu dokumentů. Během června a července se situace různě vyvíjela, až mi můj právník řekl, ať to vzdám, že už s tím nemůže nic dělat a že poslední soudní stání je naplánováno na 5. září. Právě když jsem se s tím chtěla smířit, poradil mi bratranec, abych kontaktovala DR. REETHESHE, protože věřil, že mi pomůže. Když jsem se s DR. REETHESHEM spojila, vylíčila jsem mu celou situaci. Řekl mi, abych poslala fotku svou i svého muže a zaplatila za předměty potřebné k rituálu. Vše jsem uhradila. DR. REETHESH poté zjistil, že za všemi těmi spory mezi mnou a mým mužem stojí právnička, která ho zastupovala. Uvalila na něj zlé kouzlo lásky, aby mi ho přebrala. DR. REETHESH mi předpověděl, že v den posledního soudního stání můj muž prozře a bude mě prosit o odpuštění. A skutečně – 5. září, v den posledního stání, mě můj muž přede všemi přítomnými v soudní síni prosil za odpuštění a omlouval se mi. Dotyčná právnička se také přiznala, že za tím vším stála ona, a prosila mě, abych jí odpustila její nevhodné jednání. V době, kdy toto čtete, jsme s mým partnerem opět spolu a náš vztah je pevnější a lepší než kdy dřív. Pokud i vy potřebujete pomoc, můžete kontaktovat DR. REETHESHE. Spojte se s ním přes WhatsApp na čísle +2349012999010 nebo e-mailem na adrese reethesh60@gmail.com
OdpowiedzUsuń