Franiu, opowiem Ci bajkę, która nie do końca jest bajką. Jest tylko trochę bajką, a trochę… najprawdziwszą prawdą. Dawno, dawno temu była sobie pewna smutna pani, która nigdy się nie uśmiechała, bo nosiła w sercu żal. Ta pani straciła swoich bliskich i nic już jej nie cieszyło. Pewnego razu, żeby nie patrzeć wciąż na te same miejsca, które przypominały jej o tym, co straciła, wyjechała do innego miasta i zamieszkała w małym domku z ogrodem. Tam żyła sobie spokojnie, czytała książki, malowała obrazy. Jednak pewnego dnia jej spokój zmąciły pewne dziwne wydarzenia…
Otóż, malując na tarasie, ujrzała nagle – w swoim ogrodzie, tuż przed sobą, za jabłonką – obcą kobietę z… kotem. Białym kotem, który szedł za nią krok w krok, ocierając się o jej nogi. Tamta pani z kotem nosiła duży kapelusz i ubrana była w sukienkę z falbankami. Nasza bohaterka (nazwijmy ją na przykład Marią) zdenerwowała się trochę, że ktoś, ot tak sobie, wszedł sobie na jej teren. Zawołała do nieproszonego gościa:
- Halo, proszę pani! To prywatna posesja. Kogo pani tu szuka?
Ale dziwni goście nawet na nią nie spojrzeli, tylko poszli sobie dalej: pani w kapeluszu oraz biały kot. Maria zerwała się z miejsca i pobiegła za nimi. A że akurat malowała obraz, więc odłożyła pędzel na bok, tak, że farba zaczęła z niego kapać na posadzkę tarasu. Maria już, już, prawie dogoniła intruzów, wołając za nimi:
- Hola, hola, proszę pani! Tam nie wolno! – gdy nagle… oboje zniknęli: dama w kapeluszu oraz biały kot. Po prostu rozpłynęli się w powietrzu.
- Ki diabeł?... – powiedziała do siebie. – Jak mogli tak po prostu zniknąć? To przecież niemożliwe. A może mi się tylko przyśnili?...
Zrezygnowana wróciła na taras, a tam… farba, która kapała na posadzę, ułożyła się w kształt… kota. W kolorach tęczy.
Maria nie mogła się nadziwić. Jeszcze nigdy w życiu nie udało jej się namalować tak ładnego obrazka!
Lecz na tym nie koniec. Gdy pod wieczór wróciła do domu, patrzy… a tu pod oknem, w jej ulubionym fotelu, siedzi tamta pani. Tym razem bez kapelusza. A na jej kolanach siedzi kot. Biały kot.
Ze strachu aż przybory do malowania wypadły Marii z rąk.
- Co pani robi w moim domu?! – krzyknęła. – Jak pani tu weszła?
Przetarła oczy ze zdumienia, a gdy spojrzała ponownie, obcej kobiety – ani jej kota – już nie było w pokoju.
Tej nocy bała się zasnąć, a kiedy w końcu zasnęła, przyśniła jej się ta sama tajemnicza para: kobieta i biały kot. Szli przez las, w stronę pobliskiego cmentarza. Kot przodem, a pani w kapeluszu o dwa kroki za nim. Maria chciała ruszyć za nimi, by zobaczyć, dokąd pójdą, jednak w tym momencie się obudziła.
Następnego dnia wprawdzie nie spotkała już więcej żadnych intruzów, lecz nie zamierzała bezczynnie czekać. Kupiła bombonierkę i udała się do mieszkającej obok sąsiadki, prosząc ją o pomoc w rozwikłaniu zagadki. I ta sąsiadka – nazwijmy ją na przykład: Joanna – opowiedziała jej bardzo dziwną historię…
Wiele lat temu domek, w którym teraz mieszkała Maria, należał do pewnej pięknej kobiety, która długo chorowała, a jedynym jej wiernym towarzyszem był biały kot. Gdy w końcu pani odeszła za Tęczowy Most – bo wiesz, Franiu, ludzie się tam także udają, kiedy ich życie tu na ziemi dobiega końca – pochowano ją na pobliskim niewielkim cmentarzyku, a kot… zniknął. Dobrzy sąsiedzi, którzy chcieli się nim zaopiekować, szukali go i szukali, aż w końcu znaleźli, leżącego przy nagrobku swej pani. Nigdy się stamtąd nie ruszył. Joanna przynosiła mu miseczki z mlekiem, ale on nie chciał nic jeść ani pić. Tęsknił. I w końcu z tej tęsknoty pobiegł za swoją panią na drugą stronę Tęczowego Mostu. Ona widocznie już tam na niego czekała, gdyż odtąd czasem ich widują – zawsze razem – jak spacerują po swoich dawnych włościach.
Nierozłączni na zawsze.
Maria rozpłakała się, a na drugi dzień narwała w ogrodzie dużo pięknych kwiatów i poszła na cmentarz. Od razu znalazła opuszczony grób tamtej pani i położyła na nim swój bukiet. Już miała wracać, gdy naraz usłyszała - gdzieś z góry - żałosne miauczenie. Nim zdążyła odszukać jego źródło, z rosnącego tuż obok grobowca drzewa, wprost pod jej nogi, zeskoczył malutki kociak. Był cały biały i od razu otarł się czule o jej stopę.
- Halo, proszę pani! To prywatna posesja. Kogo pani tu szuka?
Ale dziwni goście nawet na nią nie spojrzeli, tylko poszli sobie dalej: pani w kapeluszu oraz biały kot. Maria zerwała się z miejsca i pobiegła za nimi. A że akurat malowała obraz, więc odłożyła pędzel na bok, tak, że farba zaczęła z niego kapać na posadzkę tarasu. Maria już, już, prawie dogoniła intruzów, wołając za nimi:
- Hola, hola, proszę pani! Tam nie wolno! – gdy nagle… oboje zniknęli: dama w kapeluszu oraz biały kot. Po prostu rozpłynęli się w powietrzu.
- Ki diabeł?... – powiedziała do siebie. – Jak mogli tak po prostu zniknąć? To przecież niemożliwe. A może mi się tylko przyśnili?...
Zrezygnowana wróciła na taras, a tam… farba, która kapała na posadzę, ułożyła się w kształt… kota. W kolorach tęczy.
Maria nie mogła się nadziwić. Jeszcze nigdy w życiu nie udało jej się namalować tak ładnego obrazka!
Lecz na tym nie koniec. Gdy pod wieczór wróciła do domu, patrzy… a tu pod oknem, w jej ulubionym fotelu, siedzi tamta pani. Tym razem bez kapelusza. A na jej kolanach siedzi kot. Biały kot.
Ze strachu aż przybory do malowania wypadły Marii z rąk.
- Co pani robi w moim domu?! – krzyknęła. – Jak pani tu weszła?
Przetarła oczy ze zdumienia, a gdy spojrzała ponownie, obcej kobiety – ani jej kota – już nie było w pokoju.
Tej nocy bała się zasnąć, a kiedy w końcu zasnęła, przyśniła jej się ta sama tajemnicza para: kobieta i biały kot. Szli przez las, w stronę pobliskiego cmentarza. Kot przodem, a pani w kapeluszu o dwa kroki za nim. Maria chciała ruszyć za nimi, by zobaczyć, dokąd pójdą, jednak w tym momencie się obudziła.
Następnego dnia wprawdzie nie spotkała już więcej żadnych intruzów, lecz nie zamierzała bezczynnie czekać. Kupiła bombonierkę i udała się do mieszkającej obok sąsiadki, prosząc ją o pomoc w rozwikłaniu zagadki. I ta sąsiadka – nazwijmy ją na przykład: Joanna – opowiedziała jej bardzo dziwną historię…
Wiele lat temu domek, w którym teraz mieszkała Maria, należał do pewnej pięknej kobiety, która długo chorowała, a jedynym jej wiernym towarzyszem był biały kot. Gdy w końcu pani odeszła za Tęczowy Most – bo wiesz, Franiu, ludzie się tam także udają, kiedy ich życie tu na ziemi dobiega końca – pochowano ją na pobliskim niewielkim cmentarzyku, a kot… zniknął. Dobrzy sąsiedzi, którzy chcieli się nim zaopiekować, szukali go i szukali, aż w końcu znaleźli, leżącego przy nagrobku swej pani. Nigdy się stamtąd nie ruszył. Joanna przynosiła mu miseczki z mlekiem, ale on nie chciał nic jeść ani pić. Tęsknił. I w końcu z tej tęsknoty pobiegł za swoją panią na drugą stronę Tęczowego Mostu. Ona widocznie już tam na niego czekała, gdyż odtąd czasem ich widują – zawsze razem – jak spacerują po swoich dawnych włościach.
Nierozłączni na zawsze.
Maria rozpłakała się, a na drugi dzień narwała w ogrodzie dużo pięknych kwiatów i poszła na cmentarz. Od razu znalazła opuszczony grób tamtej pani i położyła na nim swój bukiet. Już miała wracać, gdy naraz usłyszała - gdzieś z góry - żałosne miauczenie. Nim zdążyła odszukać jego źródło, z rosnącego tuż obok grobowca drzewa, wprost pod jej nogi, zeskoczył malutki kociak. Był cały biały i od razu otarł się czule o jej stopę.
- A co ty tu robisz, kotku? – szepnęła Maria. – Chodź. Zabieram cię do domu…I uśmiechnęła się.
Po raz pierwszy od wielu, wielu lat!
„Jakby mi z nieba spadł” – chwaliła się potem każdemu, kto tylko zechciał poznać tę historię. Między innymi i mnie.
Od tej pory Maria już nigdy nie była smutna ani samotna. Miała wiernego towarzysza, który nie odstępował jej na krok. Mało tego, zyskała także wielu przyjaciół, bo do uśmiechniętych ludzi wszyscy lgną. A najbardziej zaprzyjaźniła się oczywiście z Joanną. Teraz codziennie po południu, gdy tylko Maria skończy malować, piją razem kawę i wyjadają czekoladki z bombonierki, a biały kot zawsze im towarzyszy. Maria nie widuje już żadnych duchów. Lecz dobrze wie, że oboje – tamta pani w kapeluszu oraz jej kot – są szczęśliwi.
Anna Klejzerowicz
Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńZde je úžasná věc, kterou pro mě Dr. Reethesh udělal a která mi zachránila domov. Měl jsem v manželství vážné problémy. S manželkou jsme se nedařili, neustále jsme se bezdůvodně hádali a tento problém nás málem při každé hádce zabil. Ale díky Dr. Reetheshovi, že nám přišel na pomoc. Toho dne, když jsme se s manželkou pohádali, odešla z domu. Poté, co odešla, jsem se vzpamatoval. Bylo to, jako by z mého těla vyšlo něco špatného. Řekl jsem si, že musím hledat řešení. Proto jsem si šel na internet a trochu jsem si to vyhledal, takže jsem narazil na dobré recenze o Dr. Reetheshovi, jak pomáhá mnoha lidem s obnovou jejich rozbitých domovů. Kontaktoval jsem Dr. Reetheshe a vysvětlil mu, co se stalo. Poté, co udělal vše, co bylo potřeba, mi vysvětlil, že za mými problémy a problémy mé manželky stojí moje bývalá přítelkyně. Chce, aby mě moje žena nechala na pokoji, aby mohla zaujmout místo mé manželky. Zeptal jsem se Dr. Reetheshe, jaké je řešení, a on mi řekl, co je třeba udělat. Takže jsem zaplatil za všechny potřebné věci. Když Dr. Reethesh vykonal svou práci, zbytek byl historií. Dr. Reethesh dokázal zničit zlé kouzlo, které moje bývalá přítelkyně seslala, aby zničila můj domov, a pomohl mi vrátit vše zpět do normálu mezi mnou a mou ženou. S manželkou jsme se sami sobě omluvili a uzavřeli smíření. Dnes s mou milovanou manželkou žijeme šťastně spolu bez jakýchkoli problémů. Pokud potřebujete pomoc s Dr. Reetheshem, můžete ho kontaktovat prostřednictvím WhatsAppu: +2349012999010 nebo e-mailem: reethesh60@gmail.com
OdpowiedzUsuńVelké díky patří DR. REETHESHOVI za to, že mi poskytl tu nejlepší pomoc. Posledních pět měsíců jsme s mým mužem vedli vážné spory ohledně rozvodu. Dříve jsme byli šťastný pár a skvěle jsme si rozuměli. Ještě 14. února jsme byli na rande a vše bylo v naprostém pořádku, ale pak začaly problémy. Dne 10. března měl domluvený pracovní pohovor, na který také šel. Ještě ten samý měsíc mu začalo volat a psát neznámé číslo a ptát se, kdy se znovu uvidí. Když jsem se ho na to zeptala, tvrdil, že je to jen kamarádka, která se zajímá, jak se mu daří. Situace se opakovala, a tak jsem se ho musela zeptat znovu. Kvůli tomu jsme se pohádali. Hned následující týden mi oznámil, že se chce rozvést. Sbalil si věci a odešel z domu. Byla jsem zdrcená a smutná, protože jsem svého muže milovala. Navíc jsem věřila, že to, co dělá, není jeho vlastní rozhodnutí. Dne 15. května mi přišel dopis ze soudu s výzvou k podpisu dokumentů. Během června a července se situace různě vyvíjela, až mi můj právník řekl, ať to vzdám, že už s tím nemůže nic dělat a že poslední soudní stání je naplánováno na 5. září. Právě když jsem se s tím chtěla smířit, poradil mi bratranec, abych kontaktovala DR. REETHESHE, protože věřil, že mi pomůže. Když jsem se s DR. REETHESHEM spojila, vylíčila jsem mu celou situaci. Řekl mi, abych poslala fotku svou i svého muže a zaplatila za předměty potřebné k rituálu. Vše jsem uhradila. DR. REETHESH poté zjistil, že za všemi těmi spory mezi mnou a mým mužem stojí právnička, která ho zastupovala. Uvalila na něj zlé kouzlo lásky, aby mi ho přebrala. DR. REETHESH mi předpověděl, že v den posledního soudního stání můj muž prozře a bude mě prosit o odpuštění. A skutečně – 5. září, v den posledního stání, mě můj muž přede všemi přítomnými v soudní síni prosil za odpuštění a omlouval se mi. Dotyčná právnička se také přiznala, že za tím vším stála ona, a prosila mě, abych jí odpustila její nevhodné jednání. V době, kdy toto čtete, jsme s mým partnerem opět spolu a náš vztah je pevnější a lepší než kdy dřív. Pokud i vy potřebujete pomoc, můžete kontaktovat DR. REETHESHE. Spojte se s ním přes WhatsApp na čísle +2349012999010 nebo e-mailem na adrese reethesh60@gmail.com
OdpowiedzUsuńDR WALE, chci Vám poděkovat za všechno dobré, co jste pro mou rodinu udělal. Moji rodiče měli potíže se vzájemným soužitím, ale nic z toho, co zkoušeli, nefungovalo. Rozešli se, což pro nás děti představovalo velmi těžké období. Chtěli jsme, aby se rodiče dali znovu dohromady, a tak jsme kontaktovali DR WALE, protože právě on pomohl mé sestře urovnat manželství, když měla problémy se svým mužem. Obrátili jsme se tedy na DR WALE s dotazem, zda by dokázal naše rodiče znovu spojit. Když jsme ho kontaktovali, zeptal se nás, jak dlouho jsou rodiče odloučení. Řekli jsme mu, že šest let. Odvětil, že to není problém. Když bylo vše hotovo, zjistili jsme, že za rozchodem rodičů stála nejlepší kamarádka naší matky, která dělala vše pro to, aby spolu nebyli. Díky Dr. Waleovi jsou naši rodiče konečně zase spolu. Nyní jsme opět jedna velká rodina. Pokud jsou vaši rodiče rozvedení a chcete, aby se dali znovu dohromady, Dr. Wale je tím pravým člověkem, na kterého se obrátit. Můžete ho kontaktovat přes WhatsApp nebo Viber na čísle +2347054019402 či e-mailem na adrese drwalespellhome@gmail.com
OdpowiedzUsuńKdyž jsem byla těhotná, vůbec jsem netušila, že můj manžel a chůva mají poměr. Ani ve snu by mě nenapadlo, že se za mými zády něco takového děje. Všimla jsem si však, že chůva neustále nerespektovala má rozhodnutí, kdykoli jsem se ji snažila usměrnit; dívala se na mě svrchu a nikdy nebrala má slova vážně. Tato situace přetrvávala. Jednoho dne jsem se jí pokusila vytknout její nevhodné chování v domácnosti, ale ještě než jsem stačila cokoli říct, vybuchla a řekla mi, ať už její jednání nezpochybňuji. Když to řekla, zatmělo se mi před očima a ona mě odstrčila. Když se manžel vrátil z práce, řekla jsem mu, co se stalo, ale on s tím nemohl nic udělat. Když jsem si chtěla stát za svým, manžel i chůva na mě zaútočili. Manžel pak odešel do našeho pokoje, sbalil mi věci a vyhodil mě z domu se slovy, že už o mě nemá zájem. Odešla jsem z domu v slzách a s bolestí v srdci a ptala jsem se sama sebe, kde se stala chyba. Už dříve jsem na internetu četla pozitivní recenzi na Dr. Reetheshe. Sehnala jsem si na něj kontakt a vylíčila mu, co se mi přihodilo. Požádal mě o úhradu nákladů na potřebné prostředky, což jsem udělala. Dr. Reethesh provedl duchovní rituál a zjistil, že chůva přidávala manželovi do jídla i pití jakousi zlou látku, aby se ke mně choval špatně a vyhnal mě z domova. Díky Dr. Reetheshovi se mi však dostalo pomoci. Chůva byla odhalena a všechny její zlé plány ztroskotaly. Dnes už máme s manželem dítě a opět spolu šťastně žijeme. Pokud vás trápí jakékoli problémy, doporučuji vám kontaktovat Dr. Reetheshe. Spojte se s ním přes WhatsApp na čísle +2349012999010 nebo e-mailem na adrese reethesh60@gmail.com
OdpowiedzUsuń