piątek, 12 września 2014

Korfu - moje greckie wakacje 2014

Podróż na Korfu planowałam już dawno. Mało jest miejsc w Grecji, których jeszcze nie znam, tymczasem Korfu poznała większość podróżujących Europejczyków - ja nie. Rzadko, bowiem, podążam za stadem. Jestem przekorna i uparta. W tym roku przełamałam jednak uprzedzenia, a moje wrażenia po obejrzeniu wyspy, na której wypoczywali już Wenecjanie, są mieszane. 
Z wyprawy do zjawiskowych Kanałów Miłości w Sidari zapamiętałam głównie tłumy niemieckich turystów. Najpiękniejsza plaża na świecie w ocenie Durrella, nosząca nazwę od nazwiska pisarza, okazała się zdominowana przez nudystów. „Tekstylni”, zakłopotani widokami golizny szpecącej miejscowy krajobraz, czmychają stamtąd szybko. W słynnych Ogrodach Cesarzowej Sisi przekonałam się, że najlepszy sposób na smutki i zdradę męża, to wybudować sobie letni pałac. Tyle, że w okolicach wspomnianej budowli kwiatów było jak na lekarstwo. Podobno wszystko przez grecki kryzys. Generalnie Korfu, za sprawą setek lat zaboru, kojarzy się bardziej z południem Włoch, nie z Grecją
To nie znaczy, że wyspa mi się nie podobała. Oczarował mnie wenecki klimat jej stolicy. Podążając śladami greckich turystów w najbardziej niedostępne rejony wyspy, przeżyłam olśnienie i to niejedno. A wracając do Polski sześćdziesięcioma tunelami, na przepięknej autostradzie Egnatia, w Górach Pindos, na wysokości prawie 1000 m n.p.m. przeżyłam burzę. Mało ze strachu nie umarłam.
Mimo wszystko wspomnienie zachodniego wybrzeża Korfu, widok pięknej plaży Porto Timoni i zachody słońca w bajecznie okwieconym Afionas będą mnie ścigać w chłodne zimowe wieczory.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Gałczyńska-Szurek.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza